Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS

Zosia i Marysia

wtorek, 16 lutego 2010
Może piosenkarką? Wzięła dziś szczebelek z łóżeczka Marysi (taki ruchomy, który akurat wyjęliśmy), nałożyła na niego drewniane kółko i trzymała jak mikrofon, śpiewała do niego, tańczyła. A może tancerką? Każda piosenka z dobrym rytmem to ruszanie bioderkami, nóżkami, machanie rączkami i ogólna radość.
niedziela, 29 listopada 2009
Wiadomo, to są moje córy, więc nie jestem obiektywna. Ale ten weekend minął nam pod znakiem różnych odwiedzin i obserwowałam moje dzieci w różnych sytuacjach, w różnych miejscach. Jestem z nich dumna, wprost pękam z dumy, szczególnie jeśli chodzi o Zośkę.
wtorek, 17 listopada 2009
Dawno nie pisałam o moich skarbach. W ogóle dawno nie pisałam, bo trudno mi znaleźć chwilę, żeby na spokojnie posiedzieć przed kompem. A poza tym wciągnęła mnie książka ("A girl with a dragon tattoo" Larssen'a) i każdą wolną chwilę poświęcam lekturze. Ale nie o tym chciałam pisać...
wtorek, 22 września 2009
Opowiem Wam jakie mam mądre dziecko. Bo że śliczna, to chyba widać na zdjęciach, jak je od czasu do czasu wrzucam, prawda? ;) Wiadomo, dla każdego rodzica jego dziecko jest naj, więc moja Zosia dla mnie też. A Marysia naj wśród dzieci w jej wieku oczywiście też :)
sobota, 20 czerwca 2009

Oj, te nasze dwie małe chyba jakoś podświadomie się dogadują, jak by tu dopiec starym. I udaje im się calkiem nieźle. Przedostatnia noc: Marysia mniej więcej od 19 przyklejona do mojego cyca. Jak odkleję, to za 5-10 minut jest płacz i szukanie. Północ, a ona przysypia tylko na chwilę, musi mieć cyca w buzi. Kiedy myślę, że wreszcie udało mi się ja uśpić i sama z rozkoszą zamknę oczy, słyszę, że obudziła się Zosia. I wędruje do naszej sypialni mały robak - pamiętacie taką grę "Worms"? Zosia rozkopuje się w nocy, więc pakujemy ją do specjalnego śpiworka. Cwaniara nauczyła się jednak chodzić nawet w nim i wygląda jak taki worm właśnie. Zosia do łóżka, chyba śpi, wracam do nas, Marysia znowu nie śpi. Cyc, aaa, chyba śpi. A tu Zosia znów maszeruje. W dodatku wpada na łóżko i nabija sobie guza na czole. Taki scenariusz powtarzał się jeszcze kilka razy. Poddaliśmy się w końcu (po kilku razach obudziłam Kocura i on zajmował się Zosią), zapakowaliśmy Zosię między siebie, Marysia po mojej prawej stronie i tak we czwórkę spędziliśmy noc. Pół nocy, bo było już koło 3 nad ranem. Dobrze, że mamy duże łóżko. Wczoraj wieczrem podobny scenariusz, na szczęście Zosia obudziła się tylko raz czy dwa razy. Za to Marysia cyc i cyc, nie je, ale musi go memłać. Nie chcieliśmy dawać smoczka, ale nie mogę tak godzinami, jednak ona smoczka nie toleruje. Walka trwała długo, ja juz ledwo na oczy widziałam, ale w końcu, nie wiem o której, zasnęłyśmy. Wszyscy wykończeni. A od rana Zosia humorek że bez kija nie podchodź... Kocur się z nią męczył, ja odsypiałam z Marysią. teraz Zosia śpi, ale Marysia się obudziła i chce cyca znowu... Nic dziwnego, że przez tydzień przytyła z 3,55 kg (spadek wagi po porodzie) do 4,170 kg, jeśli tyle je!

No i na tyle mojego pisania, bo musze nakarmić głodomora... Wessie mnie całą!

wtorek, 09 czerwca 2009

Jutro Marysia skończy pierwszy tydzien swojego życia. Ech, leci ten czas, leci!

Jak jest? Na razie musimy wbić się w rutynę, ustalić rozkład dnia i nocy. Zosia tuli, całuje i głaszcze siostrzyczkę, jest w tym taka rozkoszna... Czasami trochę mało subtelna, ale kochana. Marysia z kolei to spokojne dziecko, przyklejona do mojej piersi. Powoli się chyba przyzwyczaja do bycia "nie przy mamie" non stop, ale na razie ciągle jeszcze chce czuć ciepło mojego ciała, mój zapach, zapach mleka. Chyba też, podobnie jak Zosia, ma alergie - podobna wysypka na buzi już od drugiego, trzeciego dnia. Przechodzę więc na dietę i powoli będę dodawała kolejne rzeczy, jeśli nie będzie na nie uczulona. Na truskawki na pewno jest. Jest taka maleńka, taka tycia! Drobniutka... Ma długie paluszki, szczególnie u stóp - długie i szczupłe. Malutkie różówe usteczka, o rozkosznym kształcie. I usmiecha się :) A wtedy jej ciemne oczka też się uśmiechają :) Rozkoszna. Wygląda prawie identycznie jak Zosia, kiedy się urodziła :) Czasami trudno mi uwierzyć, że mam tyle szczęścia :)

Tylko czasu dla dwóch mało :( Staram się to godzić, opanowałyśmy już metodę karmienia piersią z udziałem Zosi ;) Siedzę w fotelu i karmię Marysię, a Zosia mi na kolanach (nogi mam wyciągnięte prosto, oparte o podnóżek) siedzi i rysuje sobie. Taka wielofunkcyjna jestem! ;) Mam tylko wyrzuty sumienia, kiedy zajmuję się Marysią, że nie poświęcam go Zosi i odwrotnie. Ale to hormony też :) A równowaga się wypracuje z czasem. Mam nadzieję, że pogoda znów się poprawi i zaczniemy chodzić na spacery do parku, spędzać więcej czasu razem. Sczególnie, że Zosia w piętek idzie ostatni dzień do żłobka. Zresztą odkąd jest Marysia, to chodzi tam już mniej chętnie. Do domu, do siostry ją ciągnie.

Wczoraj było ciężko, nie mogłam spać w nocy, więc padałam na noc, a dziewczyny jak na złość obydwie były nieznośne. Zosia zmęczona i marudna, Marysi nie mogłam odkleić od piersi na dłużej niż 10 minut. Wykończona byłam i wszystkiego miałam dość. Dzisiaj Zosia w żłobku, ja odespałam, a Marysia spokojna, śpi sobie i je co jakiś czas. Więc my z Kocurem bierzemy się za druga prezentację firmową.

Ech, jestem szczęśliwą mamą :) Mam dwie cudowne córeczki, mąż bardzo mi pomaga, ja czuję się już bardzo dobrze po porodzie. I pogoda nie jest już taka paskudna, jak jeszcze w sobotę. Jak dobrze! ...