Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS

Marysia

środa, 17 lutego 2010

Dzisiaj pierwszy raz, po licznych próbach, Marysia sama wstała! Łapiąc się za szczebelki łóżeczka od zewnątrz, najpierw doszła do klęku, a potem podniosła jedną nóżkę i podciągnęła się do góry. Na razie raz i zmęczyła się, ale ten pierwszy raz! I byłam tego świadkiem! Ech, jak ten czas leci!

piątek, 05 czerwca 2009

Ciągle jeszcze trudno mi uwierzyć, że to już :) Słyszałam o szybkich porodach, ale nie sądziłam, że pójdzie tak łatwo. Około 17 zaczęły się skurcze, ale słabe bardzo jeszcze, mniej więcej co 15 minut. Postanowiliśmy nie panikować, położyć Zosię spać, zjeść kolację i dopiero wtedy Kocur pojechał po Olę, która miała zostać z Zosią. Przyjechali po 21, powolutku się zebraliśmy i pojechaliśmy do szpitala. Byliśmy tam około 22. Skurcze nadal niezbyt mocne. Dopiero kiedy podłączyli mnie do aparatury zaczęło boleć. Mniej więcej o 23 poszłam na salę porodową (dosłownie poszłam, no, wjechałam windą na 2gie piętro). O 23.35 położna powiedziała, że za pół godziny mnie znów zbada i wtedy może dadzą mi epidural. Pięć minut później prosiłam Kocura, żeby po nią poszedł, bo coś się dzieje. Okazało się, że mam już rozwarcie 9 cm i nie ma czasu na znieczulenie. Właściwie to mogę już zacząć przeć, bo mała chce na świat :) Zajęło nam to 10 minut, Marysia obudziła się o 23.55. 3,72 kg, 50 cm, 10 punktów :) Podobna do Zosi :) Swoimi krzykami musiałam nieźle nastraszyć inne kobiety :) Powiem szczerze, że ciężko bez znieczulenia. Dostawałam wprawdzie gaz, ale to tylko mała ulga. Dobrze, że wszystko poszło tak gładko i szybko, bo pod koniec bałam się, że nie dam już rady, nie miałam sił. Straciłam bardzo dużo krwitrochę się wystraszyłam, ale oprócz potwornego zmęczenia jest w porządku.

Wypisali nas już wczoraj po lunchu. Od razu do łóżka! Zosia zdziwiona, na początku w ogóle nie chciała nawet podejść do Marysi. Dopiero dzisiaj rano pogłaskała ją po główce, zrobiła bardzo zdziwioną minę pt. "To żyje!", po czym pociągnęła siostre za ucho. Diabełek z niej straszny ostatnio, trudno sobie z nią poradzić jak wraca popołudniu ze żłobka. To chyba przez zęby, strasznie marudna, wszystko na nie. Mam nadzieję, że szybko zaakceptuje siostrę. Musimy się starać, żeby nie czuła się odrzucona, żeby nie miała powodów do zazdrości. Mała jeszcze jest, więc trudniej jej wytłumaczyć.

A to pierwsze oficjalne zdjęcia Marysi: