Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
czwartek, 24 maja 2007
Staram się już nie narzekać, przyjmować życie jakie jest, powolutku, wierząc, że w końcu przecież musi być lepiej... Czasami jednak jest już tak ciężko, że nie widać światełka nadziei.
niedziela, 20 maja 2007
"Nikt to według Agaty człowiek, któremu nie możesz wyjawić z siebie najważniejszego. Choćby tego tylko, co najważniejsze jest w tobie teraz, na jedną chwilę. Potem coś w tobie kona i niknie, i odbywa się w twoim wnęterzu mały żałosny pogrzeb, za którym idziesz sam jeden."
sobota, 19 maja 2007

Szybko, trochę na wariata - dojechać, zaparkować, porozmawiać chwilę ze znajomymi i egzamin. Przeznaczony czas na napisanie: 1,5 godziny, nie minęła cała godzina, a ja już zerkałam na zegar, żeby już wyjść. Powinno być dobrze, kwestia nie czy zdam w ogóle, lecz ile punktów. Teraz już tylko dwa w tym semestrze, potem kolejne dwa i będę miała kolejny dyplom :) Czasami zastanawiam się "po co ci to było, stara babo!", ale nie potrafię spokojnie usiedzieć na czterech literach i spocząć na laurach.

A niedługo na grilla do znajomych. Trzeba się trochę ruszyć, wyjść do ludzi, bo zupełnie już się zasiedzmy jak tetrycy :) Niestety, nie pijąca dzisiaj będę - po pierwsze będę prowadzić, a poza tym od jutra kolejny przedmiot do nauki... Ale przecież alkohol nie jest warunkiem dobrej zabawy. Zresztą od jakiegoś czasu zupełnie nie mam ochoty, nawet na moje ukochane wino.

Miłego weekendu sobie i Wam.  

 

 

piątek, 18 maja 2007
Szarpie drzewa i moje myśli. Wiem, jak czują się ich gałęzie zmęczone tą szarpaniną. Czuję ten wiatr w mięśniach. Oczy same się zamykają. Łóżko kusi miękkością poduszki, ciepłem kołdry... Książka odstrasza ciężką terminologią i świadomością jutrzejszego egzaminu. Co wygra - rozsądek czy miłość do samej siebie? Dobranoc. Niech wiatr nie szarpie moich snów...
Są dwa miasta, które wywarły na mnie ogromne wrażenie. Warszawa i Barcelona. Tęsknię za nimi jak za ludźmi niemal, za tętnem ich ulic, gwarem, zapachem i atmosferą.

Nieśmiało stawiam tu swoje pierwsze kroki. Jak dziecko, zdziwione jeszcze, że potrafi, drżące przed tym, co czai się za rogiem. Co tam znajdę? Prawdę o sobie? Spokój i spełnienie? Czy spodoba mi się to, czego się dowiem? Czy starczy cierpliwości?

Nastrój ostatnio kiepski. Samopoczucie podobnie. Ludzi brakuje, rozmów o wszystkim i o niczym (tylko nie o pieniądzach i wakacjach!). Głodna jestem intelektualnie. Rozżalona trochę też. Jednak przede wszystkim zestresowana. Stąd te migreny, przeziębienia, bóle pleców. Stąd zły humor z samego rana. Nawet kawa nie przynosi ukojenia. Nie chcę narzekać, mam już dosyć siebie narzekającej, a jednak nie potrafię przestać. Kiedy ostatni raz szalałam ze szczęścia? Dwa lata temu? Może trochę więcej. Na początku naszej wspólnej drogi. Kiedy były rozmowy bez końca, czułość, pasja i namiętność. Nie ma tego. Nie ma, a mi chce się wyć. I walczę, i krzyczę, i drapię z całych sił. Obcięłam paznokcie, żeby krzywdy nie robić.

Przecież nie jest beznadziejnie. Nadzieja umiera ostatnia, w dodatku trzeba jej kilku więcej lat, żeby się poddała. Jest słońce za oknem. Ptaki w ogródku. Jest ogródek przede wszystkim. W nim krzewy, czereśnia. Może niedługo wzejdą lilie, które posadziłam kilka tygodni temu. I kiedy zrobi się ciepło, będę wygrzewała się leniwie na słońcu jak kot. Chociaż to nie ja nim jestem. Lubię dbać o nasze cztery kąty. Choć nie do końca nasze, ale "tam dom twój, gdzie czapka twoja". Lubię kiedy jest czysto, schludnie, świeżo. Kwiaty w wazonie, na oknie, zapach świec albo kadzidełka. Muzyka. Jest nadzieja.

To zdjęcie na początku to z pobytu rodziców tutaj. Cudowny tydzień. Chciałabym, żeby tak było częściej.

 

  

 

1 ... 41 , 42