Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
sobota, 18 października 2008

W kąpieli...

I po kąpieli :)

Uwielbiam skakać z drzewa!

Na karuzeli.

I jeszcze piękne zdjęcie autorstwa Kocura.

Dziękuję Wam wszystkim za gratulacje :) bardzo mi miło, że cieszycie się razem z nami i że nadal do mnie zaglądacie, mimo iż piszę tak rzadko :)

Byliśmy dzisiaj u lekarza (tydzień temu nie było już wolnych terminów). Maleństwo ma się dobrze, jest maleńkie, ale widać już serduszko, które zasuwa z niewiarygodną wprost częśtotliwością. To już 7 tygodni! Termin porodu wyliczony przez komputer to 6 czerwca (urodziny mojej teściowej). Na razie ta ciąża różni się od poprzedniej praktycznie wszystkim - ciągle jest mi niedobrze (z Zosią mdliło mnie tylko przez 2 tygodnie i tyle), kiepsko się czuję, jestem senna (no, to akurat nic nowego, z Zosią było tak samo). Ale za to Kocur bardziej opiekuńczy i taki jakby lepszy humor ostatnio :) więc są i plusy kiepskiego samopoczucia :)

A Zosia? Zosia wykonała kolejny skok rozwojowy. W ciągu tego tygodnia zaczęła raczkować pełną parą, nauczyła się sama wstawać do pionu (najpierw w łóżeczku, teraz już właściwie przy wszystkim, czego może się chwycić), wiele drobnych rzeczy, które nagle zaczęła robić, wywołuje albo salwy śmiechu, albo niemal wzruszenie. Wrzucę kilka zdjęć, żeby pokazać Wam jak urosła :)

Nie rozpiszę się, bo dopiero wróciliśmy, muszę coś zjeść i trzeba zabrać się za sprzątanie domu... Ale postaram się jeszcze dzisiaj wrzucić zdjęcia :)

poniedziałek, 13 października 2008

...że za niecałe 8 miesięcy Zosia będzie miała brata albo siostrzyczkę :) w sobotę jeszcze do lekarza, na USG, ale czułam to sama, a testy jedynie potwierdziły: nasza rodzina znów się powiększy :)

Nie mam dziś siły pisać nic więcej, idę spać. Znowu uśmiechnięta (nie tylko z powodu ciąży), znowu spokojna. Kolorowych snów!

wtorek, 07 października 2008

Przepraszam Was kochane, że nie piszę, nie odpisuję na wiadomości, ale nie chcę pisać byle jak, "na odczep się", a na nic więcej naprawdę nie mam czasu. No, może dzisiaj wyskrobię parę zdań...

W pracy urwanie głowy - chyba każdy słyszał o kryzysie oraz o gwaracjach, jakie rząd irlandzki udzielił 6 irlandzkim bankom. Tak więc ja pracuję w jednym z nich. Najpierw, przed gwarancjami ludzie panikowali i część zabierała pieniądze lokując je na poczcie (miała wyższe gwarancje, niż my) albo... w skarpecie. Teraz z kolei ludzie albo wracają z pieniędzmi, albo wręcz przychodzą nowi, coraz częściej też z zagranicy. Otwieram więc konta, doradzam w kwestii depozytów, naprawdę dzieję się dużo. Ale cieszę się, bo uczę się ciągle czegoś nowego (w zakresie depozytów, jakie oferujemy jestem już chyba ekspertem), a poza tym dzień szybko zlatuje i nie wiadomo kiedy i pędzę już do mojego skarba maleńkiego...

A mój maleńki skarb (musiałam się pilnować, żeby nie zacząć pisania o tego mojego ulubionego tematu, bo podobno nie ma nic gorszego niż kobieta nawijająca ciągle o swoim dziecku...), mój maleńki - duży skarb ma już cztery ząbki! W nocy z niedzieli na poniedziałek wyszły jej kolejne dwa, obydwa na raz. Będzie niedługo wyglądała jak króliczek z tymi ząbkami na dole i na górze :) Poza tym raczkuje, ale jest sprytna i nie przemęcza się zbytnio - jeśli koniecznie chce sięgnąć jakąś zabawkę i nie udaje się metodą plecy - brzuszek - plecy - brzuszek - i tu cię mam!, wtedy pięknie sobie pełza na czworaka. Ale jeśli jej się nie chce, to żadna siła nie jest w stanie jej zmusić. Takie leniwe (?), sprytne dziecko :) Ciekawe po kim to ma?... Śliczna, śmieszka, a poza tym coraz bardziej robi się z niej córeczka tatusia... Kocur wraca z pracy wcześniej niż ja, więc Monika (opiekunka) jedzie z Olą (swoją córeczką) do domu, a tata zajmuje się córą. Coraz lepiej się dogadują, a Zosia zaczęła się w nocy przytulać do niego, a nie jak zwykle do mnie. (nadal zabieram ją do nas do łóżka koło 3-4 nad ranem). Tata oczywiście cały w skowronkach i dumny jak paw :)

Między nami lepiej. Nie jest to żadne szaleństwo, chyba proza życia trochę nas przytłacza, ale jest dużo lepiej. Najważniejsze, że nie pije. Dzisiaj chciał kupić sobie piwko, ale stanowczo zaprotestowałam, więc odpuścił. Mimo tego, że dziś mijają dokładnie 3 lata od naszego przyjazdu na zieloną wyspę. Rany... trzy lata! Tyle się w naszym życiu wydarzyło, tyle zmieniło! W sumie to były dobre trzy lata.

Mam tyle do napisania, a tak mało czasu i siły! :( Postaram się zaglądać tu częściej i trochę częściej pisać co u mnie. Postaram się też częściej zaglądać do Was, bo choć robię to rzadko, to myślę o Was.