Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
czwartek, 25 września 2014

Czwarty dzien tygodnia. Drugi pelny tydzien dojezdzania 80-pare kilometrow w jedna strone do pracy, wiec lekko padam na pysk, ale co tam. Po pracy Ikea - trzeba bylo w koncu lozko dla pani Dzidki kupic, bo jutro w nocy przyjezdza. Mam nadzieje, ze teraz juz gdzies tam pedzi do nas ze swoim psem i jutro zawita w nasze progi. Lozko kupilam, materac tez. Niestety zapomnialam o tych drewienkach, na ktorych sie potem materac kladzie... a co tam, jutro znowu mialam pojechac, po szafe tym razem, to wezme. Przy okazji jeszcze pewnie kilka koniecznie potrzebnych rzeczy, Ikea tak ma!

No i news dnia: K sie w cholere wyprowadzil. Tzn. zabral kosmetyki, zostawil cala reszte i syf, ale na noc juz dzisiaj nie przyjezdza. Trzymajcie kciuki, zeby to juz tak naprawde i na pewno bylo! Do trzech razy sztuka, nie? Dziewczynki? Zosia rano juz pytala, czy tata dzisiaj wyjezdza, ale bardziej zeby stwierdzic fakt, niz z emocjami. Mani sie wieczorem przypomnialo, kazala mi do niego dzwonic, ale nawet lezki nie uronila. Radosne sa, usmiechniete. Nie odczuja specjalnie jego nieobeznosci, bo i tak z nimi czasu nie spedzal. A jesli odczuja to przez to, ze w domu bedzie spokojniej.

Przyczepil sie do mnie taki jeden... Trzy lata temu go poznalam, w trakcie slawetnej rozprawy w Small Claims Court o murek. Pozniej raz sie na lunch spotkalismy, odzywal sie co kilka miesiecy na komunikatorach, ale czasami takie glodne kawalki sypal, ze przewaznie kazalam mu isc pobiegac. Odezwal sie znowu w wakacje i tak sobie pisalismy co kilka dni. Wczoraj pyta, czy mam chwilke wieczorem i czy nie chce sie spotkac. Oczywiscie najchetniej, zebym do niego przyjechala. Zadzieram kiece i lece! Spotkalismy sie na godzine w restauracji, ja wypilam herbate, on czekolade, nogi mi zmarzly. Facet 41 lat na karku, dobre stanowisko,  pewny siebie, a taki biedny zestresowany byl!!! Ale przyznam, ze okazalo sie, ze jak te glupie gadki wylaczy, to naprawde fajny facet! Rozmieszyl mnie kilka razy, opowiedzial mi o tacie (zdiagnozowano u niego chorobe, na ktora powoli umiera, wiec staraja sie spelnic jego marzenia - a to lot szybowcem, a to samochodem wyscigowym, a to jakis rejs...), bylo naprawde przyjemnie! I od wczoraj mysli o mnie ciagle, zasypuje mnie stosem pytan o moje oczekiwania wzgledem faceta (a teraz mam juz liste przygotowana, latwo nie bedzie!), pisze mi o swoich, i ogolnie rozpoczal intensywna kampanie marketingowa swojej skromnej osoby. Na koniec dnia jeszcze poszedl krew oddac... Mysle, ze robi to ze wzgledu na darmowa czekolade, ale on sie wypiera :) Ja jeszcze rozwodu nie mam, maz dzisiaj sie wyprowadzil, a ten juz umowe niemal chce ze mna spisywac! Spotkac sie w sobote. Spotkac to sie chetnie spotkam, ale na pewno nie u niego w domu! Moj drogi panie, takie masz szczescie, ze kolejny facet po moim mezu, to juz sie bedzie musial niezle postarac! Lista wymagan jest dluga i moze kilka punktow na niej teoretycznie zaliczyles, ale duzo jeszcze zostalo :)

A tak w ogole, to mam dobry humor :) Bo dziewczynki przyjely wyprowadzke K z ulga chyba, niemal taka, jak ja. Beda wreszcie wiedzialy na czym stoja, a ja powoli powoli ustabilizuje jeszcze to nasze zycie :) I bedzie fajnie :)

23:11, zaba791
Link Komentarze (5) »
środa, 24 września 2014

Weekendy jak zwykle sa interesujace. K ma wiecej czasu, wiec stara sie dostarczac mi przezyc. W poprzedni weekend obiecal mi pomoc przy pokoju, oczywiscie zrobil jakies minimum, ale oczekiwal, ze bede go blagac o pomoc, a ja nie bede. Zostal mi ostatni weekend na przygotowanie pokoju - pomalowanie do konca, kupienie i zlozenie mebli, zrobienie czegos z podloga (K sam zaoferowal pomoc). W sobote mial to robic, ale wolal grac na komputerze, a potem pojechal na randke. Mial wrocic w niedziele i wziac sie do roboty. 11:30 rano, pytam kiedy bedzie. Za godzine. Tak wiec czekalam jak glupia przez caly dzien, do 17 (!), zeby wrocil. Nie pojechalam po meble, bo przeciez moze w kazdej chwili wrocic i zajmie sie dziecmi (dzieci i meble nie zmieszcza sie razem do samochodu). Nie wspomne juz o tym, ze od dwoch tygodni nie placi mi alimentow na dzieci, bo musial samochod kupic, musi miec tez na alkohol i wyjscia z nowa dziewczyna. Ja sobie przeciez poradze. Gdyby jeszcze tylko docieralo do niego, ze to sa pieniadze dla dzieci, a nie dla mnie... W kazdym razie wsciekla bylam jak osa jak wrocil, a on z tym oblesnym usmiechem, ze nie spal cala noc i ze "tym razem" pomyslal o swoich potrzebach najpierw. Tyle jest wazne jego slowo, jego obietnica. Jesli w gre wchodzi alkohol, komputer albo dupa, to nic innego sie nie liczy. Nawet dzieci. Jak go nie bylo, wynioslam wszystkie jego rzeczy z pokoju, zeby moc wstawic meble. Matko jaka awantura byla! Wniosl wszystko spowrotem, walac biurkiem po scianach, grozac ze teraz to sie nie wprowadzi, darl sie jak oszalaly, dzieci plakaly, a ten nie chcial przestac. Zaczal wykrzykiwac, ze "mama nog nie potrafila razem trzymac" i takie tam... do dzieci oczywiscie. Zosia byla spokojna, ale Marysia plakala i nie moglam jej uspokoic.

W poniedzialek mial sprawe w sadzie, po tym jak kilka miesiecy temu policje wezwalam. Rozeszlo sie po kosciach, bo policjant nie zapisal w protokole ile mial alkoholu we krwi i musial wycofac dwa punkt z oskarzenia. K troche rozczarowany, bo chcial sie mscic na policjancie, "na zielona trawke" go wyslac. Jak zwykle mocny w gebie. Kolo poludnia byl juz w domu, wiec poprosilam, zeby moze troche czasu z dziecmi spedzil, bo ostatnio w ogole tego nie robi. Powiedzial mi, ze nie chcialy, wolaly na plac zabaw jechac. Wrocilam z pracy ok. 18, dziewczynki z placzem, ze nie chcialy na plac zabaw (zmeczne byly, bo do pozna siatkowke ogladalysmy). Sasiadka powiedziala, ze siedzial na podworku i pil z lokatorem, wiec nie chciala ich z nim zostawiac. Potem znowu randka, wiec z dziecmi nie spedzil czasu wcale. Klamca, wstretny klamca!

Teraz niby ma sie jutro wyprowadzic, ale nie uwierze, dopoki nie zobacze. Pani Dzidka jutro w poludnie wyjezdza, powinna dojechac w piatek w nocy. Bede miala kilka godzin po pracy w piatek, zeby kupic lozko, materac i szafe, przywiezc do domu i zlozyc. Nie wiem jeszcze co z podloga zrobie... samo polozenie dywanu nie wystarczy, bo podloga nie dosc ze zalana piwskiem, winem i inna woda, to po prostu zniszczona, nie przystosowana do tego, zeby ja odkrywac. Bede musiala zamowic firme, zeby mi wykladzine polozyli...

Matko, strasznie nudze, prawda? ...

Tak sobie mysle, ze szkoda mi tej jego nowej dziewczyny. Wdaje sie calkiem fajna, nie znam jej oczywiscie, ale z tego co mi troche K powiedzial. Miala 17 lat, jak jej matka na raka zachorowala, ojciec odszedl, wiec po smierci mamy sama braci wychowala. Podziwiam ja. I tak mi jej szkoda, ze jest tak samo slepa jak bylam ja 10 lat temu... wydawalo mi sie, ze najwieksze szczescie w zyciu mnie spotkalo w postaci K. Rozumiem, ze opowiada jej pewnie jak bardzo mnie kochal, a ja go zdradzilam, jak bardzo kocha dziewczynki (tylko dlaczego w ogole nie spedza z nimi czasu? nie rozmawia? on swoich wlasnych dzieci tak naprawde nie zna!), jak bardzo kocha naszego psa (na spacer jest mu ciezko pojsc, pamietac o jedzeniu lub wodzie, ale kocha kocha... ), jaki jest zaradny (nie potrafi sobie samochodu ubezpieczyc), jak dbal o dom (nie skomentuje nawet...). A ona mu wierzy. Teraz jak patrze na nasz zwiazek z perspektywy czasu, to jestem przerazona, ze przez tyle lat nie widzialam, co on ze mna robi. Musze isc na terapie dla wspoluzaleznionych, zeby znow sie w cos nie wpakowac. Ale tak, jak napisala Alicja - te lata tez byly po cos potrzebne. Teraz wiem juz na pewno czego NIE CHCE, a to juz duzo. Nie znaczy to, ze sie juz nigdy nie pomyle, bo czesto niestety zanizam swoje oczekiwania, ale mam nadzieje, ze jednak uda mi sie jakos trzymac mojej listy oczekiwan i wymagan. Zasluguje na fajnego, silnego facea. I kiedys takiego poznam. Teraz dzieci, dom i praca. Na tym sie skupie.

15:09, zaba791
Link Komentarze (2) »
piątek, 19 września 2014

Z humorem ostatnio kiepsko. Tylko w pracy, gdzie moge sie oderwac od problemow osobistych, jest dobrze. Nowa szefowa na razie super, pierwszy tydzien za nami i jestesmy soba nawzajem zachwycone. Ale ja nie o tym...

Mam kiepski humor. K pyta co mnie tak naprawde wkurza. Co mnie tak naprawde wkurza? Moze 10 zmarnowanych lat? Moze to, ze po tych 10 latach, gdzie ostatnie 3, jesli nie 5 nawet, to juz byla kupka nieszczescia tak naprawde, on teraz odejdzie sobie (przepraszam, to ja go wyrzucam, a on mi wszystko zostawia) i na spokojnie ulozy od nowa zycie. Wciska takie steki bzdur tej swojej dziewczynie, Kasi, ze az oczom nie wierze! Tak, wiem, okropna jestem, ale skorzystalam z okazji i przeczytalam fragment ich rozmowy. Pojechalam tydzien temu do sklepu, bo obiecal, ze podloge zrobi w pokoju. Sam zaproponowal, ze pomoze, zeby nie bylo. Wiedzialam co mam kupic dokladnie, okazalo sie, ze nia moga mi na miejscu tego pociac, a do samochodu sie nie zmiesci. Dzwonie do niego, a on sie niemal w sluchawke smieje, zeby przyjechala, wziela narzedzia i pojechala sobie pociac. Nie bede gnoja prosic, o nie! A Kasi co powiedzial? Ze sie "zamotalam w sklepie". Ze przez te lata razem, niby robilismy rzeczy razem, ale tak naprawde stalam obok i patrzylam jak on robi. No biedny moj maz ucisniony, zapracowany! Sciany to sie same szpachlowaly i malowaly, sufity tez, a ja stalam obok i patrzylam... Glupoty takie, ale to boli. Po prostu boli. Nie wiem czy dlatego, ze on chyba naprawde tak to widzi? Taki ma obraz naszego malzenstwa - to ja jestem ta zla, bo zdradzilam, on sie staral, kochal, dawal z siebie wszystko, w domu tyle zrobil, a ja zla niedobra teraz go wyrzucam... Placze chyba z frustracji i bezsilnosci... I jeszcze pretensje, ze nie chce mu samochodu dac na randke (w ubieglym tygodniu wlasnie swoj rozwali, trzeci w ciagu 3 lat), teraz chce moim jezdzic. Paliwo, to raz (nie placi mi alimentow drugi tydzien, a przeciez ciagle tu mieszka i na rachuki tez nie placi), dwa boje sie, ze moj samochod tez rozwali, a trzy nie chce, zeby mi w moim samochodzie seks uprawiali, a wiem, ze tak jest. Dziwna jestem? Przesadzam? Odgraza mi sie, ze w takim razie z rozwodem mi tak latwo nie pojdzie...

A jak sie w koncu wyprowadzi i nawet czasami przyjedzie dziewczynki zobaczyc, i nawet moze alimenty bedzie placil, to wlasciwie tyle. On ma teraz wolna droge, ulozy sobie na spokojnie zycie z kims, kto kupi te jego bujdy, a moze nawet dla niej sie zmieni. Mi nie bedzie tak latwo. Mam dziewczynki, to moje najwieksze skarby, ale bliskosc dziecka jest zupelenie inna bliskoscia, niz bliskosc mezczyzny. A kto bedzie chcial samotna matke dwojki dzieci? W dodatku przerazam facetow, mocno stapam po ziemi, spelniam sie w pracy, jestem silna i inteligentna. Oni chca slabej i mniej inteligentntej od siebie. Ja nie potrafie grac, udawac. Lubie stawiac sprawy jasno. Wiem, ze powinnam czasami poudawac, ale po chwili nie mam juz do tego ani sily, ani cierpliwosci. Szkoda mi zycia na gierki. I tak pewnie zostane z dziecmi i kariera. I samotnymi wieczorami. Za tydzien, o ile wszystko pojdzie dobrze, pani Dzidka przyjedzie i zamieszka z nami. Przynajmniej bede miala do kogo gebe wieczorem otworzyc...

K ma sie w ten czwartek w koncu wyprowadzic. Mam nadzieje, ze tym razem juz na pewno. I moze to pomoze mi znowu stanac na nogi.

22:23, zaba791
Link Komentarze (5) »
niedziela, 14 września 2014

To bardzo wazna dla mnie data. Mam nadzieje, ze tego dnia wlasnie znow bede wolna. Oficjalnie i na papierze.

Ostatnio nie jest juz tak dobrze. Coraz wiecej tych zlych dni - kiepskiego humoru, nerwow, hustawki nastrojow. Nie mam zadnych, nawet najmniejszych watpliwosci. To, co mnie chyba najbardziej boli, to ze K jest przekonany, ze nasz rozwod, to moja wina. I nie chodzi o to, ze on tak mysli. Chodzi o to, ze on teraz sobie spokojnie ulozy zycie, ma juz kogos, chyba sie nawet zakochal. I bedzie szczesliwy. Ma pretensje, ze ma sie z domu wyprowadzic (tak, nadal jeszcze tutaj mieszka), niby zostawic mi wszystko. Ale to ja zostane z obowiazkami, z rachunkami. Niby jest super: mam dziewczynki, dom, samochod (K wlasnie rozwalil 3ci samochod w ciagu 2 lat, ale znowu to nie jego wina), dobra praca, finansowo dam rade. Ale...

Nie wiem skad sie bierze moje niskie poczucie wartosci. W pracy jest ok, ale jako kobieta? Niedawno bylam na imprezie firmowej. Schudlam, cwicze regularnie, wrocilam do blondu, wygladam mlodziej, podobno promiennie. Na niedawnej imprezie firmowej szalenstwo, chyba jeszcze nigdy nie wzbudzilam tyle zainteresowania u plci przeciwnej. I co? Wystarczylo na kilka dni. Dlaczego tak bardzo moj nastroj uzalezniony jest od mezczyzn? Dlaczego nie potrafie spojrzec na siebie obiektywnie - jakim jestem czlowiekiem, jak wygladam i na tej podstawie po prostu czuc sie dobrze z sama soba?

Chyba dosyc juz. Pol butelki szampana (dostalam od kolezanki z pracy z okazji awansu, wczoraj sama go pijalam, dzisiaj koncze...), zaczynam bredzic... Nic, wyplacze sie, rano wezme sie do roboty, spedze troche czasu z dziewczynkami, a w poniedzialek z usmiechem na ustach pojade do pracy i znow bede swietna. Przynajmniej w tym sie sprawdzam.

00:14, zaba791
Link Komentarze (3) »