Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
poniedziałek, 22 września 2008

Dawno mnie tu nie było, dawno nie zaglądałam również do Waszych blogów :( Sama nie piszę, nie wiem co dzieje się u Was. Mam nadzieję, że uda mi się to zmienić. Na razie wykorzystuję okazję, jaka się przytrafiła - Monika, opiekunka Zosi, jest chora, więc ja musiałam zostać w domu z małą. Nie powiem, żeby było mi z tego powodu smutno... :) Więc biorę się za nadrabianie...

Po pierwsze Kocur i ja. Dwa tygodnie temu poważna rozmowa, poprawa na tydzień, kolejna rozmowa (dotycząca pozostałych problemów), kiepsko, kiepsko, kiepsko... postawiłam sprawy na ostrzu noża. Albo alkohol, albo Zośka i ja. Cięgle chyba jeszcze nie rozumie, bo przecież, jak mówi, nie chleje, nie doprowadza się do nieprzytomości, nie przepija pieniędzy, nie bije mnie, nie zdradza... Więc czego ja chcę? Postawiony przed wyborem postanowił, że od poniedziałku, czyli od dzisiaj w naszym domu nie będzie w ogóle alkoholu. Dotyczy to również mnie. Dobrze, ja przeżyję, to nie problem, jeśli ma to pomóc jemu, nam, to zrobię to z przyjemnością. Chociaż wcale nie uważam, ze to fair, ale to nieistotne. Chcę, żebyśmy tworzyli rodzinę, prawdziwą, szczęśliwą rodzinę.

Po drugie Zosia. Owszem, tęskni za mną i tak strasznie się cieszy kiedy wracam z pracy, ale dzień spędzony z Moniką i Olą też sprawia jej frajdę. Bo opiekuje się nią nie Asia (długa historia, szkoda czasu na opisywanie jej), ale Monika, która przyjeżdża do nas ze swoją córeczką Olą. Monika jest żoną Roberta, który pracuje z Kocurem. Rano więc Robert przywozi swoje dziewczyny, a zabiera Kocura, popołudniu odwrotnie. Monika jest fantastyczna! Sama jest mamą 14-letniej Klaudii i 1,5-rocznej Oli, ma więc większe doświadczenie w opiece nad dziećmi, niż ja (co dosyć oczywiste). Na początku bałam się trochę, że może będzie poświęcała więcej uwagi Oli, że Zosia, w końcu nie jej dziecko, będzie trochę "mniej ważna", ale nic takiego się nie dzieje. Monika ma fantastyczne podejście do dzieci, jest bardzo spokojna, cierpliwa. Zosia uwielbia ją, uwielbia Olę, kiedy wychodzę rano do pracy jestem spokojna, mam do niej pełne zaufanie. A Zosia przy Oli rozwija się świetnie, podpatruje starszą koleżankę, naśladuje. Dzisiaj przebił się jej drugi ząbek (obyło się bez specjalnego marudzenia, nie było też żadnych innych problemów), a wczora w wannie zrobiła swoje pierwsze kroki na czworakach. Do tej pory tylko balansowała na rączkach i kolanach, wczoraj w pogoni za zabawką przeszła długość wanny. Dla Kocura i dla mnie było to niesamowite przeżycie. Poza tym maleńka nie jest już taka maleńka, bo waży 7420 g, mierzy 69 cm i jest niesamowicie silna. Jednak co najważniejsze, zdrowa.

No to nie uda mi się popisać i posiedzieć w sieci, bo Zosia właśnie się obudziła, choć powinna jeszcze długo pospać... Cała w uśmiechach i raczej nie senna... Może uda mi się napisać coś więcej popołudniu albo wieczorem. Pa! 

sobota, 06 września 2008
Nie piszę ostatnio... brak siły, czasu i nastroju. Niby wszystko mamy: cudowną, zdrową i silną córeczkę, psa, własny dom, pracę, przyjaciół, znajomych... Odnaleźliśmy się tutaj, jest dobrze. Tylko między nami nie. Pokłóciliśmy się znowu, w czwartek. Do dziś nie porozmawialiśmy, nie wyjaśniliśmy, nic się nie zmieniło. Niby rozmawiamy, ale tylko na zasadzie: "podaj mi proszę", "proszę", "dziękuję". Najgorsze jest chyba to, że ja już nie przeżywam tego tak, jak kiedyś... Kiedyś jeden taki dzień i wariowałabym z nerwów, teraz... Nie wiem która to już kłótnia o to samo, ile można? Nic się nie zmienia i ja już chyba nie mam nadziei, że się zmieni. Uodporniłam się. To nie jest dobre. Kocham go jeszcze? Pewnie tak, jest ojcem mojego dziecka. Jednak nie ma już między nami tego, co było kiedyś. Gdyby były choć jeszcze jakieś resztki... a tu nic, pustynia. Automatyczne "kocham cię" na zakończenie rozmowy telefonicznej. Od czwartku już nie mówię "kocham". Nie wiem... Skoro on kocha alkohol i komputer bardziej niż mnie, jaki jest sens? ... Nie wiem co będzie dalej... Wiem czego chcę. Chcę dbającego męża, ojca. Żeby dbał o dziecko (no, dba...), o mnie (nie), o nasz związek (nie), o nasz dom (nie), o siebie dla mnie (nie). Przecież nie mogę być jedyną w tym związku, która dba, prawda?...
środa, 03 września 2008

Pierwsze trzy dni w pracy za mną. Cholera, ale ciężko! Tak trudno odklejać od siebie rano słodkie, pulchne łapki, tak trudno przestać wtulać się w delikatną szyjkę, szczególnie kiedy łapki obejmują się za szyję. A potem popołudniu, kiedy siedzę w autobusie, który tkwi w korku, a ja nie mogę nic zrobić, żeby już, teraz być w domu, z Zosieńką... Pierwszego dnia w pracy prawie nic nie mówiłam o Zosi, bo od razu miałam oczy pełne łez... Z każdym dniem jest coraz lepiej, szczególnie, że ruch w oddziale jest ciągle, nieustannie ktoś stoi przed moim biurkiem, więc nie mam czasu myśleć... Jednak kiedy wracam wieczorem, maleńka wtula się we mnie, a potem niedlugo zmęczona chce spać... Boże, to jedna z najcięższych rzeczy w życiu - zostawić maleństwo w domu i wrócić do pracy...

Zmęczona jestem, niewyspana, nie mam siły więcej pisać. Dziś byłam w pracy tylko pół dnia, bo Zosia miała badanie kontrolne. Teraz śpi, a ja spróbuję się trochę ogarnąć. Nie mam siły pisać nic więcej. Ale trzymam się :)