Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
niedziela, 24 sierpnia 2014

I tak powoli zaczyna sie moje nowe zycie. Czekam na termin rozprawy, nie wiem ile to potrwa, ale odwrotu juz nie ma. W tym roku powinnam byc juz rozwiedziona. K ma sie niedlugo wyprowadzic, czeka kiedy zwolni sie miejsce po jego koledze, ktory szuka innego mieszkania. 27go wrzesnia z Polski przylatuje pani, ktora z nami zamieszka - pani Dzidka :)  Zajmie sie dziecmi jak opiekunka, ktora normalnie i tak mam, pomoze mi w prowadzeniu domu. Taka trzecia babcia dla dziewczynek. Finansowo podolam (bede placila mniej, nize opiekunce, ale plus mieszkanie i wyzywienie), bede czula sie bezpieczniej i bede miala wiecej swobody - bede mogla nawet zaszalec i wyjsc sobie w weekend! Ale to jeszcze troche czasu...

W pracy 15go wrzesnia zaczynam prace na nowym stanowisku. Szybko to sie potoczylo, uslyszalam o pozycji, aplikowalam, z 65 kandydatow wybrali na pierwsza rozmowe 7, miala byc jeszcze druga, ale zaproponowali mi stanowisko. I zaczynam. Nowy produkt, ktorego jeszcze w Europie nie mielismy, wiec wazne jak cholera i wszyscy o tym mowia. Bedzie wyzwanie, wiec to, co tygryski lubia najbardziej.

K od wczoraj sie z kims spotyka. Znowu pofrunal na randke. I na zdrowie, super! Moze sie nie stoczy, moze jeszcze bedzie szczesliwy, ale przede wszystkim da mi spokoj. Jedno tylko mnie smuci - bedzie mial gdzies dzieci. Teraz nawet sie z nimi nie pozegnal, Mania za nim wybiegla, ale chcial jak najszybciej jechac sobie... No taki tata, co poradzic. Szkoda mi dzieci. One przezywaja bardzo, od dwoch tygodni sa nie do zniesienia, wszystko na nie, zlosc, krzyki, placz. Rozumiem i powinnam cierpliwie to znosic, ale mi tez nie jest latwo, wiec roznie z ta cierpliwoscia jest...

Jednak i tak widze juz zmiany - jestem spokojniejsza, radosna, mam duzo wiecej energii. Zaczelam znowu cwiczyc, widze juz efekty, dzisiaj na luzie weszlam w spodnie, ktore do tej pory byly baaardzo obcisle, a na gorze wychodzil mi muffinek ;) a teraz jest super.

Rozmawialam z moja mama - widze, ze sie przejmuje, ale zaczyna wierzyc w to, ze bede jeszcze szczesliwa. Ciagle sie zastanawia jak ja moglam tak dlugo wytrzymac. Sama nie wiem. Ale teraz juz do przodu. I chociaz sa gorsze dni (albo gorsze 3 dni), to ogolnie jest dobrze. Maly flirt z 26-latkiem tez pomagal, ale sie skonczyl (gadanie tylko, i tak, ten z imprezy wtedy :), ale na zwiazek nie jestem gotowa. Flirt to co innego, ale po miesiacu gadania to troche przestaje byc flirt. Bezpieczniej tak :)

18:31, zaba791
Link Komentarze (6) »
wtorek, 12 sierpnia 2014

W poniedzialek pani prawnik zlozy wniosek o przyspieszenie terminu rozprawy. Ze wzgledu na jazdy w piatkowa noc. Trzymajcie kciuki. Jak sie uda, to do swiat bede rozwodka! :)

17:10, zaba791
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Dwa tygodnie w Polsce - piekna pogoda, slonce, upal, jezioro, lasy, plaza. Czas z dziewczynkami. Przez tydzien denerwowalam sie myslac, jak zareaguja moi rodzice na wiesc o rozwodzie. Po tygodniu im powiedzialam. Nie bylo "a nie mowilam/em? Zmarnowalas sobie zycie. Zobacz, co robicie dzieciom". Zamiast tego bylo "jak ty to wytrzymalas tyle lat? pomozemy ci, damy ci pieniadze na rozwod, tylko juz nie zmieniaj zdania". Jaka ulga! I wsparcie, ktorego tak bardzo potrzebowalam. Moze powiedzialam im nawet za duzo, martwia sie, mysla ciagle. Ale wiem, ze sa, ze mnie wspieraja, ze mnie kochaja. W sumie czego innego moglam sie spodziewac? Mam naprawde cudownych rodzicow.

Reakcja tesciowej, do ktorej pojechalysmy pod koniec pobytu w Polsce, byla troche inna. Zapytala: "Ale on nie wraca do Polski, nie wprowadzi sie do mnie, prawda?". Jej jedyny syn. Moze gdybym 10 lat temu sluchala, co ona i jego rodzina mi mowili, gdyby to do mnie docieralo, nie byloby teraz rozwodu, bo nie byloby slubu. Ale stalo sie, nie ma co roztrzasac "co by bylo gdyby". Teraz trzeba isc do przodu.

Po urlopie wrocilam opalona i promieniejaca. Odpoczynek, ale tez wreszcie ta spokojna pewnosc, ze to jedyne i najlepsze wyjscie, sprawily, ze ludzie gapali sie na mnie jak na jakies zjawisko. Kolezanka zapytala nawet, czy kogos w tej Polsce poznalam :) (odpowiedz brzmi nie).

Przed samym wyjazdme jeszcze bylam na imprezie firmowej z kolezanka. Tanczylysmy, bo obie chodzimy na imprezy potanczyc, z dwoma Wlochami. Mlode toto, przystojne, ale dzieciaki. Tym bardziej wiec bylam zaskoczona, ze... podobam sie nie jednemu, ale obydwu! Poszlismy pozniej do innego klubu, z fajniejsza muzyka, otwartego do pozna. Przed wyjsciem oni jeszcze rozmawiali z jakimis dziewczynami i jedna z nich powiedziala do mnie, ze jestem "latwa". Myslalam, ze sie przeslyszalam i odpuscilam. Zreszta to ponizej mojego poziomu bylo. Z klubu wyszlam z jednym z nich ok. 3 nad ranem, zlapalismy razem taksowke, podrzucilam go do domu i oparlam sie pokusie wejscia do niego "na drinka". Nie powiem, moje ego uroslo, ze chlopak 9 lat (!!!) ode mnie mlodszy, a taki we mnie wpatrzony. Ale pojechalam grzecznie do domu. Tydzien pozniej ktos zalozyl sobie anonimowy profil na fb i znalazl K - powiedzial mu, ze wyszlam z kims razem z klubu i nie wiem co tam jeszcze. Oczywiscie jazda, na szczescie tylko przez telefon. Niemal zalowalam, ze nie weszlam na tego drinka, mialabym przynajmniej za co miec te jazde. Domyslam sie, ze to kolezanka, ktora mnie "latwa" nazwa, bo "mojego" Wlocha od jakiegos czasu molestuje telefonami i prosbami o randke. Wniosek? Jak na moje 35 lat wygladam calkiem calkiem (nie ukrywalam wieku), potrafie sie jeszcze bawic i jesli kiedys bede miala nagla fizyczna potrzebe, to na pewno znajdzie sie ktos fajny, kto ja zaspokoi. O zwiazku na razie na pewno nie mysle.

Wrocilam do domu i roznie. Na poczatku niby sie jeszcze staral, ale tak na pol gwizdka - w domu balagan, ale przynajmniej trzezwy, zadnych zniszczen (przed wyjazdem odmalowalam dwa pokoje i sufity w nich). Ale ja trzymam dystans. W piatek byly jego urodziny. Upil sie oczywiscie, zawsze tak swietuje urodziny. Przylazl do mnie, rozebral sie i mowi, ze nadal jestem jego zona (kilka dni wczesniej powiedzial, ze juz nie ma zony i moze robic, co chce) i mam spelnic obowiazek malzenski. Kiedy powiedzialam "nie", stwierdzil, ze mnie zgwalci i upokorzy. Ostrzegalam, prosilam. Nie skutkowalo. Skonczylo sie na tym, ze wykorzystalam jego madre rady dotyczace samoobrony i jedna lekcje kickboxingu - obilam mu za przeproszeniem morde (oboje oczu podbite), pogryzlam i podrapalam, jego klejnoty powaznie ucierpialy (scisnac i skrecic, dziala). Pewnie gdyby chcial, to by mi przylozyl tak, ze rozplaszczylabym sie na scianie, ale ograniczyl sie tylko do sciskania nadgarstkow na granicy zlamania (bola do dzisiaj). W koncu jego bol byl wiekszy, niz moj i puscil. Do dzisiaj ma podbite oczy (wsadzenie palca w oko tez dziala). Nastepnego dnia pojechalam na policje i zglosilam to. Na wszelki wypadek, bez zakladania mu sprawy.

Pani prawnik ma w tym tygodniu zlozyc wniosek (liczylam, ze dzisiaj to zrobi, ale jeszcze sie nie odezwala), poprosi tez o wyznaczenie szybkiego terminu rozprawy. W tym roku, jesli K dotrzyma obietnicy i zgodzi sie na warunki (a warunki stawiam naprawde male, zeby sie go pozbyc po prostu i miec spokoj), bede rozwiedziona. Trzymajcie kciuki!

Dziewczynki czegos sie domyslaja, slyszaly nasza awanture kilka dni temu, kiedy mu wykrzyczalam, zeby sie wyprowadzil. Sa poddenerwowane, przezywaja, ale bez dramatu. WIem, ze Zosia bedzie smutna, ale zrozumie. Marysia z kolei pewnie szybciej sie otrzasnie i nie bedzie tyle myslala. Tylko K nie chce sie wyprowadzic. Powiedzial, ze za tydzien, ale nie widze zeby szukal czegos do wynajecia. A ja chce tylko spokoju, nie ogladac jego napuchnietej od alkoholu geby, nie czuc smrodu przetrawionego alkoholu, nie ogladac pokoju zawalonego puszkami i butelkami, nie sluchac jego bluzgow, kiedy gra na komputerze, spac w swoim lozku, a nie na kanapie na dole. Miec swiety spokoj.

Rozpisalam sie, ale to hurtem za kilka tygodni :)

Acha, jeszcze jedno! W pracy aplikowalam na wyzsze stanowisko, z 65 kandydatow na rozmowe wybrali 7, a po niej stwierdzili, ze chca mnie (mialy byc dwie rozmowy). 15go wrzesnia zaczynam prace na nowym, wyzszym stanowisku :)

22:36, zaba791
Link Komentarze (7) »