Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
czwartek, 28 sierpnia 2008

Cudowna sprawa, nawet pomimo wyrzeczeń (szczególnie przy alergii dziecka na kilka produktów). Tej bliskości z maleństwem, jego ciepła przy boku, rączki bładzącej gdzieś po piersi, szyi, oczu wpatrzonych w mamę... tego nie da się niczym zastąpić. Będzie mi tego brakowało, bardzo. Jednak najważniejsze jest pierwsze pół roku, ja karmiłam Zosię równo 7 miesięcy, więc jest dobrze :) Natomiast karmienie butelką również ma swoje zalety. Po pierwsze widzę ile mała zje, nie ogranicza mnie ilość pokarmu, który wyprodukuje moje ciało. Dziś drugi dzień, Zosia wcina aż jej się uszy trzęsą. Wypija 180 ml, na dnie butelki zostaje dosłownie odrobina, ta odrobina, o którą dla niej jest za dużo. Wytrąbiła dziś już butlę nad ranem (po kąpieli i wieczornej butli spała do 4 nad ranem), potem drugą po obudzeniu się, ubraniu i krótkiej zabawie, kolejną po spacerku. Teraz słodko śpi, popołudniu dostanie kurczaczka i deserek, wieczorem znowu butlę. Jestem zachwycona, ponieważ próbowałam już wcześniej dokarmiać ją trochę mlekiem modyfikowanym, które ze względu na jej alergie ma specyficzny skład, a co za tym idzie również smak i zapach, ale kompletnie nie tolerowała ani smoczka, ani mleka, nawet z kaszką. Od jakiegoś czasu cierpliwie karmiłam ją gęstą kaszką na tym mleku właśnie, tyle że łyżeczką. Wczoraj nastąpił przełom. A ja? Ja mogę znów jeść wszystko, pić wszystko, fajne uczucie. Bałam się trochę, że kiedy już będę mogła, to dosłownie rzucę się na wszystkie zakazane rzeczy, ale nie, jakoś nie mam ochoty. Mam natomiast ochotę na makaron z owocami morza, w gęstym sosie śmietanowo - winnym. I to będzie dziś na obiad :) Jak tylko mała wstanie, skoczymy do sklepu na zakupy.

Zmęczona jestem potwornie, te ostatnie dni dały mi w kość. Wczoraj od rana odwijałam meble, które były baaardzo dobrze zabezpieczone kartonem i folią, dziś robiłam pranie, rozwieszałam pranie, prasowałam, robiłam porządek w szafie, sprzątałam trochę w kuchni, wstawiałam szkło do kredensu... Był też spacer oczywiście i zabawa z Zosią. Spokojny dzień :) Wieczorem czeka mnie jeszcze odkurzanie i mycie podłogi, bo bałagan potworny! A ile kurzu!... Ale efekt wart jest tej ciężkiej pracy, zdecydowanie :)

Biegnę na dół posprzątać jeszcze trochę, póki maleństwo śpi. Nie wiedzieć kiedy minie kolejny dzień. Kolejny, który nieuchronnie przybliża mnie do 1-go września i powrotu do pracy... Wolę o tym nie myśleć, bo będę płakała... :( 

Ledwo widzę na oczy, taka jestem zmęczona. Ostatnie dni pełne były pracy przy remoncie i opieki nad małą. Dziś jednak był przełomowy dzień...

Po pierwsze i najważniejsze - skończyłam dziś oficjalnie karmienie piersią. Zosia nagle zapałała wielką miłością do butelki, smoczka i kaszki. Najpierw wypiła 90 ml koło 18 wieczorem (do tej pory zjadała tyle tylko rano, w dodatku łyżeczką), potem po kąpieli, około 20 wypiła duszkiem 120 ml i chciała jeszcze! Teraz śpi jak aniołek i coś czuję, że obudzi się dopiero rano, a nie jak do tej pory dwa razy w nocy. Mam więc nadzieję, że się wyśpimy z Kocurem.

Podłoga położona, wygląda wspaniale! Wyburzona ściana między jadalnią i salonem sprawiła, że wszystko wygląda na dużo większe. Żółte, ciepłe ściany, dębowa, jasna podłoga, pięknie się kompomują z nowymi meblami, które przyjechały dzisiaj oraz z kanapą i fotelami, na których zmieniliśmy obicia. Baaardzo podoba mi się nasz domek. Sąsiadka również nie szczędziła ochów i achów. Jest jeszcze dużo pracy, Kocur wziął dwa dni wolnego w pracy, a i tak zostało jeszcze sporo rzeczy. Jednak wszystko zaczyna wyglądać naprawdę pięknie. Cudownie smakowała więc pierwsza od pół roku pizza (nie mogłam jeść, bo Zosia jest uczulona na jajka) z kieliszkiem wina (takim dużym kieliszkiem, po którym przyjemnie zakręciło mi się w głowie), zjedzona przy nowym stole, na nowym krześle, w naprawdę ładnym pokoju. Jeśli macie ochotę się przekonać, jak to wygląda, zapraszam! :)

niedziela, 24 sierpnia 2008
Zosi przebił się pierwszy ząbek! :) Aż się wzruszyłam...
22:16, zaba791 , Zosia
Link Komentarze (3) »
środa, 20 sierpnia 2008

...tymi oczyskami swoimi, to poezja. :) Każdy facet jej! :)

Bałagan potworny mam w domu, aż przykro na to patrzeć. Nie ma jednak sensu sprzątać dokładnie, bo czekamy na położenie podłogi (najpóźniej we wtorek), płytek w kuchni (weekend), zagipsowanie dziur po ścianie, którą wczoraj usunął Kocur (to robota Kocura, mam nadzieję, że zrobi to dzisiaj). Kiedy to wszystko będzie zrobione, a ja pomaluję ściany, wtedy będę mogła posprzątać. Na razie ogarniam tylko, żeby mała nie mieszkała w brudzie. Odkurzam więc podłogę, choć wykładzina będzie wyrzucona, bo Zośka radośnie zasuwa w chodziku. Rany, kiedy położą nam drewnianą podłogę, to dopiero będzie osiągała prędkości! :)

Staram się jakoś wpasować te kilka rzeczy, które mam do zrobienia, w codzienny rytm dnia Zosi. Teraz jak codzień śpi, wykąpałam więc psa (trochę się bałam, bo zwykle kąpie ją Kocur, Piper trochę waży, ale była baaardzo grzeczna i spokojna, Kocurowi nie daje się tak ładnie kąpać) i ogarnęłam siebie (delikatny makijaż, jakieś czyste ciuchy, nie "robocze"), przygotuję się tak, żeby Zosia zjadła kaszkę, kiedy się obudzi i pójdziemy na spacer. Po spacerze do samochodu i do sklepu wymienić farby, kupić skim (nie wiem jak to się poprawnie pisze) to załatania dziur, może na spokojnie rozejrzę się po sklepie (to olbrzymi skład, można tam chodzić godzinami) i kupię jeszcze parę rzeczy. Z Kocurem zakupy robi się na wariata, a potem zapominamy o połowie rzeczy, jakie mieliśmy kupić. Jutro po cichu zawiozę poduszki do zmiany obić (kiedy kupiliśmy dom, były tu wszystkie meble, niestety raczej stare, teraz sukcesywnie je wymieniamy, kanapa i fotele w salonie mają piękną drewnianą ramę, ale obicia są paskudne; postanowilismy więc zmienić obicia, zamiast kupować zupełnie nowy komplet), po cichu ponieważ Kocur pewnie będzie mi kazał sie jeszcze wstrzymać, jak to on, a potem wszystko zostaje na ostatnią chwilę. Nie lubię tak, wolę wszystko załatwiać od razu, a nie bujać się w te i spowrotem. W każdym razie trzeba czasami wząć sprawy w swoje ręce...

Wczoraj wieczorem robiłam Kocurowi kanapki do pracy (bo ja kochana żona jestem!), a w tv leciała piosenka... nie pamiętam tytułu, śpiewa w niej Chesney (?) Chase, taka wesoła, zabawna, rytmiczna. Zaczęłam sobie podśpiewywać i podrygiwać i tak mi się radośnie zrobiło... Uświadomiłam sobie, że już dawno nie byłam taka wesoła, beztroska... Kocur w poniedziałek zaczął nową pracę, tym razem już nie dla agencji, ale dla małej firmy remontowej. Budownictwo leży, ale remonty były i będą, jesteśmy najlepszym tego przykładem. Nie chcę mówić nic głośno, żeby nie zapeszyć, ale gdyby tak udało mu się tam zostać na stałe... Najważniejsze, że znowu pracuje, a martwiliśmy się już bardzo. Nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, ale przez to ciągle na siebie warczeliśmy, jedno drugie doprowadzało do szału. Dwa dni, Kocur zadowolony z pracy, humory od razu lepsze, między nami cudownie. Świat od razu wygląda inaczej. Lubię tak nie martwić się o pracę Kocura. Chociaż po tych wszystkich wzlotach i upadkach teraz chyba ciągle będziemy się trochę denerwować, ile to potrwa. Trzymajcie kciuki!

Pędzę na dół, może uprasuję coś zanim mała się obudzi. Nie mogę się już doczekać, kiedy będę mogła w końcu porządnie posprzątać... Miłego dnia!

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Zacznę przyjemnie: Zosia śpiewa. Z całą świadomością, może niezbyt ładnie jeszcze, ale śpiewa. Ma zabawkę - klawisze wydające różne dźwięki, różne melodie, odgłosy zwierząt itd. Jest tam też mikrofon, kiedy zaśpiewa się do mikrofonu, włącza się muzyczka, a głos przechodzi przez głośnik. Nasza zabawa wygląda więc tak, że najpierw ja biorę mikrofon i wyję (talentu to ja stanowczo nie mam, nie wiem jakim cudem w podstawówce śpiewałam w chórze!), potem Zosieńka łapie mikrofon, przykłada do buzi i śpiewa sobie po swojemu. Zaczęła też dawać już z wielkim upodobaniem buzi, strasznie jej się to spodobało i wczoraj siedząc mi na brzuchu co chwilę pochylała się i całowała mnie morką mordką :) najsłodsze całusy na świecie!

Podpadłam z czymś Kocurowi i próbował mnie przejechać samochodem... A tak na serio skoczyliśmy wczoraj do supermarketu, na parkingu Kocur czekał aż jakaś pani wycofa, a że nam się spieszyło, ja rzuciłam: "No to ja już wysiądę i polecę do sklepu". Kocur nie usłyszał albo do niego nie dotarło i ruszył, akurat kiedy ja wysiadałam. Prawa noga utknęła mi pod kołem, lewy łokieć, kolano i kostka obite. Na szczęście koło zatrzymało się na obcasie. W sumie oprócz podartych butów (moje śliczne buciki!) i stłuczeń, wyszłam z tego bez szwanku. Dobrze, że Kocur się zatrzymał, usłyszał, że coś się dzieje. Wolę nie myśleć jakby wyglądała moja noga, gdyby przejechał po niej samochodem... W drodze powrotnej KOcur pyta: "O czym myślisz?". Ja: "Boję się odezwać, żeby cię nie wkurzyć, bo nie wiem co mi tym razem zrobisz..." ;)

Awantura naszych lokatorów. Sama już nie wiem w co wierzyć, kto kłamie, ale szczerze mówiąc g*** mnie to obchodzi. Michelle płakała mi ostatnio, że Sulman ją kiedyś pobił, że próbował ją udusić, że po alkoholu staje się agresywny. Wczoraj wypili oboje i zaczęli się kłócić. Nieważne o co poszło, nie chciałam tego wysłuchiwać, ale nie miałam wyboru, Wam tego oszczędzę. Skończyło się to tak, że Kocur i ja staliśmy na podwórku i patrzyliśmy jak ona zabiera swoje rzeczy (na wypadek gdyby on chciał ją pobić). Robiła to głośno i prowokując go. Wcześniej płakała mi, że nie ma gdzie pójść, ale nie zaprosiłam jej do nas do domu. Może wyszłam na zimną, bez serca, ale co za dużo, to nie zdrowo... (w sobotę zasypywała mnie smsami, dzwoniła do mnie, mówiłam, że mamy gości, a ona dalej...). W końcu zabrała swoje rzeczy w jakiś worek i poszła. W pidżamie (to był jej standardowy strój przez cały dzień, potrafiła tak do sklepu pojechać). Potem pisała do mnie i dzwoniła, że przeprasza za wszystko, na noc zostanie na posterunku policji (Garda), rano pojedzie do Cork. Kiedy ona poszła jemu zebrało się na wyznania i koniecznie chciał nam opowiedzieć swoją wersję wydarzeń. Podobno podburzała go, żeby się bił z Kocurem... Podobno w życiu jej nie uderzył, ona jest "drama queen" i wymyśla jakieś bajki. Nie wiem, nie znam się, mam to gdzieś. Zostały dwa tygodnie i nie chcę już widzieć żadnego z nich. Dosyć.

Wracam na dół, olimpiada trwa! Dziś wstałam o 6 rano i oglądałam mecz Polska - Rosja. Warto było! Siedziałyśmy z Zośką w naszych szlafroczkach (ona w różowym, ja w białym) i kibicowałyśmy. Wytłumaczyłam jej z grubsza zasady gry, myślę, że niedługo już będzie takim specjalistą jak mama ;) Miłego dnia!  

środa, 13 sierpnia 2008

Lubię jak mnie tatuś całuje :) Nawet taki nieogolony ;)

A to słynna, powalająca na kolana mina a'la Popye (zaśliniona jestem, bo zęby ciągle nie chcą wyjść!)

A to moje królestwo!

Z mamą (mamie coś ta grzywka nie teges...)

Pogoda pod psem. Dziś na chwilę wyszło słońce i nawet ciepło było, ale potem znów deszcz, chmury, wiatr... jesień już, mili państwo, jesień jak nic :( Czasami sobie myślę, że gdybyśmy mieszkali w Polsce, to jeszcze przez kilka tygodni cieszylibyśmy się słońcem, ciepłem, kąpałabym się w jeziorze... ech, ale jesteśmy tutaj, więc nie ma co narzekać.

Jakby mało było w naszym życiu bałaganu, postanowiliśmy jednak wziąć się za remont. W następnym tygodniu będzie nowa, dębowa podłoga na korytarzu, w salonie i jadalni. W kuchni położymy płytki. Kocur wyburzy ściany między kuchnią, jadalnią i salonem, przez co zyskamy trochę przestrzeni, przynajmniej optycznie. Na razie w agencji nic dla Kocura nie mają, więc motywuję go (głównie gadaniem i wierceniem dziury w brzuchu) do różnych robót domowych. Dzisiaj robił kanalizację na podwórku (podczas ostatnich silnych opadów, kiedy w wielu miejscach Dublina pozalewało domy, ulice i samochody, prawie zalało nasz domek - prawie, bo Kocur biegał z wiaderkami w deszczu), ustawił też wreszcie antenę satelitarną tak dobrze, że mogę wreszcie oglądać wszystkie kanały, do tej pory odbierały tylko przy dobrej pogodzie. Przy silnych deszczach i wietrze znikały wszystkie programy i nie było kompletnie nic. Teraz powinno być już dobrze. Jutro może się zmobilizuje i postawi na podwórku coś w rodzaju składziku - małą komórkę, gdzie będziemy mogli schować rowery, jego narzędzia i inne rzeczy, które teraz poniewierają się po całym podwórku. Mam nadzieję, że w weekend ruszą w końcu prace w domu, czyli wyburzanie ścian, a ja będę mogła zacząć malowanie. Do pomalowania mam cały parter, schody i korytarz na piętrze. Duuużo roboty. Trochę nie po kolei, ale wczoraj pan zamontował nam w oknach drewniane żaluzje, które zmówiliśmy kilka tygodni temu. Zupełnie inaczej dom wygląda z zewnątrz, w wewnątrz jest fajne światło. Bardzo mi się podoba. Kocur będzie tylko musiał ściągnąć jedną z nich w salonie do malowania. Odkąd się wprowadziliśmy ciągle coś remontujemy, zmieniamy, poprawiamy. Robotę odwala oczywiście Kocur, ja skupiam się na etapie planowania. Mam nadzieję, że do końca tego roku dom będzie wyglądał już na tyle dobrze, że zaczniemy np. trochę podróżować.  

Trochę nieprzytomna dziś jestem, bo mała obudziła się koło 2 w nocy i nie chciała już spać. Dzisiaj w ciągu dnia nie spała tyle, ile normalnie, potem wymęczyłam ją jeszcze przed kąpielą i w kąpieli, więc nakarmiona szybko zasnęła. Mam nadzieję, że da mi dzisiaj pospać. Zosia jest bardzo spostrzegawcza i szybko naśladuje. Kiedy zaczynam pukac w drzwi, najpierw patrzy, potem sama zaczyna łomotać łapką. Podobnie jest z nową zabawką - pokazałam jej, jak wydobyć z niej nowe dźwięki i sama zaraz próbowała zrobić to samo. Sprytne dziecko :) Przestawienie jej na nie-cyca w ciągu dnia okazuje się nie być aż takim dramatem - jeśli zając jej czymś uwagę, wcina kaszkę, zupkę, kurczaczka itd. aż jej się uszy trzęsą. Opiekunka nie powinna więc mieć problemu. Mam nadzieję.

Olimpiada. Polacy zawodzą, świat poszedl do przodu, a my nie. Żadnego medalu, mało finałów... Siatkarki przegrały dziś trzeci mecz - gdzie nasze "złotka"? Może ci zagraniczni trenerzy nie są wcale lepsi od naszych polskich? Przkro było patrzeć jak dostawały baty od Japonek, dużo dużo przecież od nich niższych! A jak miały świetne momenty, to wiadomo było, że za chwilę im przejdzie... Piłkarze ręczni ostatnio prowadzili przez cały mecz, rozluźnili się przy 5-cio bramkowej przewadze i przegrali z Hiszpanią. Jedną bramką. Pięknie! 18-go i 19-go sierpnia będę mocno kobicować kanadyjkarzom - płynie dwóch chłopaków z mojego miasteczka, Paweł Baraszkiewicz (pływa od lat, od lat odnosi sukcesy, miło mi napisać, że znamy się osobiście, nawet w piłkę nożną graliśmy jak miałam te kilka lat :) oraz Roman Rynkiewicz (jego rodzice pracowali w mojej podstawóce, u jego ojca zdawałam egzamin na kartę pływacką :). Trzymajcie kciuki za lidzbarzaków! :)

Ech, chciałabym napisać coś sensownego, ale oczy mi się zamykają. Muszę jeszcze zmyć naczynia, powinnam się pouczyć, ale nie dam rady. Chyba pójdę dziś wcześnie spać... Chce mi się coś słodkiego, ostatnio słodycze pochłaniam hurtowo - będę miała okres (pierwszy odkąd zaszłam w ciążę), albo jestem w ciąży... Oczywiście wolałabym to drugie :D

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Żeby nie było, że Zosia to tylko cukier - czasami też coś jej nie pasuje :D efekt jest komiczny :D

niedziela, 10 sierpnia 2008

Nie było mnie tutaj kilka dni i już tyle spraw do opisania... Każdy dzień niesie ze sobą jakieś niespodzianki, w dostarczaniu nam wrażeń przoduje oczywiście Zosia.

Wczoraj po raz pierwszy zrobiła siku na nocniku! :) Zdaję sobie sprawę, że to przypadek, ale wrażenie niesamowite! (tak, widzę, jak to śmiesznie brzmi, ale nic na to nie poradzę).Pani pediatra powiedziała, że kiedy zacznie już stabilnie siedzień, to żeby wysadzać ją na nocnik rano, w ciągu dnia i wieczorem. Być może nic nie zrobi, ale będzie się już przyzwyczajać. Wczoraj posadziłam ją przed kąpielą, pierwszy raz, a tu proszę! - trafiony zatopiony! :) Poza tym zaczyna śpiewać, a w chodziku wygląda jak Fred Flinstone w swoim samochodzie, brakuje jej tylko "jaba daba du!". Ale popracujemy nad tym :D Jest niewiarygodnie silna, a jednocześnie bardzo delikatna - ma deliktane ciałko i delikatny sposób bycia. Bardzo rzadko płacze, coraz rzadziej właściwie, jeśli coś jej nie pasuje, albo chce zwrócić na siebie uwagę, gada po swojemu albo krzyczy. Kochane dziecko! :)

Domek... Tam chyba mieszka duch poprzedniego właściciela, który miał tam swój warsztat, do którego uciekał przed żoną. To jest jego miejsce i dlatego teraz robi wszystko, żeby nikt inny tam nie zamieszkał... Najpierw nowi lokatorzy. Dwa dni temu chyba Sulman powiedział Michelle, że jej nienawidzi, że to koniec, że ma wracać do Cork, że to był błąd, że z nią był... itd. itp. Płakała, postanowiła rzeczywiście pojechać do rodziców po pieniądze, ale wrócić następnego dnia. Wieczorem kładliśmy Zosię spać, kiedy usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk na podwórku. Wystraszyłam się potwornie, chociaż Michelle uprzedziła mnie, że może przyjechać Mary (oczywiście oficjalnie nic nie wiedziałam, bo oficjalnie nic mi o ich związku ani problemach nie mówiła). Piper biegała po podwórku i nawet na nią nie zaszczekała, a tamta podniosła wrzask na sam widok. Napisałam Sulmanowi, że w domku jest jakaś nieznajoma i że mi się to nie podoba. Odpisał, że bardzo dobrze ją zna i sam ją zaprosił... Tak, wynajmując im domek obiecaliśmy prywatność, ale wynajęliśmy go Michelle i Sulmanowi, nie chcę, żeby po podwórku kreciło mi się jakieś obce, źle wychowane babsko, kiedy ich nie ma. Zaprosić kogoś do domu, kiedy przynajmniej jedno z nich jest to jedna rzecz, dać komuś, kogo ja nie znam klucz, to co innego. Cała ta sytuacja sprawiła, że na każdy dźwięk otwieranej furtki (której zresztą często nie zamykają...) skakało mi ciśnienie. Jakby tego było mało wczoraj była potworna burza i ulewa jak oberwanie chmury. Woda, która spływa od domu, a nie ma gdzie wsiąkać, bo wszędzie jest glina, zebrała się przed drzwiami do domku, zaczęła się trochę wlewać. Konrad biegał więc w ulewie najpierw sam, potem z pomocą sąsiada (jak zawsze można na nich liczyć) i wiadekrami wnosil wodę do odpływu. Dzisiaj porozmawiałam więc z Michelle traktując to oraz wilgoć w domku jako pretekst do wymówienia im mieszkania. Powiedziałam, że w takich warunkach nie można mieszkać i że najpierw musimy coś z tym zrobić. Wcześniej rozmawialiśmy już z Marcinem, który też był zainteresowany domkiem, ale wtedy nie miał pieniędzy - Marcin i jego żona bardzo nam przypadli do gustu i żałowaliśmy, że nie mogą się wprowadzić. Wprowadzą się teraz. Trzymajcie prosze kciuki, żeby tym razem już się udało i żeby domek zaczął się powoli spłacać...

Urodziny Kocura... Bałam się, że będzie miał doła, a on miał przez chwilę tylko łzy w oczach, bo przypomniał sobie, że zapomniał o moich urodzinach w tym roku (miałam mu to wypominać do końca życia, ale kiedy zobaczyłam, jak to przeżywa, pstanowiłam odpuścić). Poza tym Gosia zrobiła mu bardzo miłą niespodziankę i wpadła niespodziewanie z prezentem (zdjęcia Kocura z Zosią wydrukowane w dużym formacie). Posiedzieliśmy trochę, oni sączyli drinki, ja nawet wypiłam odrobinę wina. Miło było, bardzo miło. Acha, Kocur w prezencie ode mnie dostał samolocik sterowany radiem :) Od lat 8-u, więc się nada ;)

Staram się odzwyczaić Zosię od karmienia piersią. Na początku szło opornie, ale jest coraz lepiej. Od dwóch dni piersią karmię ja w nocy, a w ciągu dnia tylko 3 razy, dwa posiłki zastąpiłam już kaszką i zupkami. Mała nie chce pić kaszki z butelki, ale łyżeczką nawet wcina. Pokarmu nadal mam dużo, zamrażam więc na wszelki wypadek, gdyby za 3 tygodnie kiedy wrócę do pracy, był potrzebny. Postaram się też przyzwyczaić ją do butelki, z butli jednak zje więcej niż łyżeczką. Choć kaszka jest dosyć gęsta, więc zje jej mniej, niż gdyby piła. Poza tym żołądek ma przecież mniej więcej jak swoją piąstkę, nie potrzebuje więc nie wiadomo ile, a sama wie kiedy jest głodna, a kiedy już najedzona. Dzięki regularnemu trybowi dnia łatwiej mi odczytywać jej zachowania, wiem jakie marudzenie jest na jedzenie, jakie na spanie, a jakie na zabawę. Brudna pieluszka jest zupełnie inna :) Rośnie nam ten szkrab malutki jak na drożdżach, rozwija się niesamowicie. A śliczna do tego jest jak cukiereczek! :) Nie mogę się na nią napatrzeć, szczególnie zaraz po obudzeniu, kiedy jeszcze pachnie snem, albo kiedy dzielnie walczy z opadającymi powiekami, bo chciałaby się jeszcze pobawić :) 

 
1 , 2