Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
piątek, 31 lipca 2009
Za oknem szaro, buro i zimno. Na głowie mnóstwo problemów. Nic tak nie odpręży, jak garść marzeń, wyobrażenie sobie że jestem tam, w samym środku tego, o czym marzę, a nie tutaj. Chociaż tutaj też są plusy (np. obie dziewczynki śpią :), ale hop! pomarzyć sobie trochę...
Ciąg dalszy naszych przygód z lokatorami, a jakże. Co my takiego złego zrobiliśmy w poprzednich wcieleniach (w tym niczego sobie nie przypominam), że tak po dupie dostajemy?
czwartek, 30 lipca 2009
Przepraszam, klnę ostatnio jak szewc. Ale nie znajduję innych słów na opisanie tego, co fundują nam lokatorzy, psia ich mać.

A oto najnowsze zdjecia :) Na poprawę humoru. Poprawę humoru dlaczego? To wymaga oddzielnego wpisu, ale to za chwilę.

To jedna z min Zosi :) Ma ich cały arsenał.

A to szkolenie psa :)

Kolejna mina z serii :)

Zosia miała spać, ale zamiast tego postanowiła iść w ślady mamusi i zadbać o siebie. Posmarowała się więc kremem, bardzo dokładnie. Wszędzie tam, gdzie nie miała na sobie ubranka. Fakt, wybrała sudocrem, który bardzo ciężko się wchłania i zmyć taką warstwę jest cholernie trudno, ale czego się nie robi, żeby pięknie wyglądać? A jaka dumna była z siebie, to chyba widać... Gorzej z naszymi nastrojami wtedy. Później już się tylko śmieliśmy.

Tu byłam... Czyli po wyjściu z pokoju musiała odcisnąć swój ślad :)

I jeszcze świeże jak bułeczki zdjęcia Marysi :)

Taka smieszka kochana jestem :) I mam łaskotki pod bródką :)

Wspomniałam Wam już,że znów mamy problemy z lokatorami. Płacić nie chcą i twierdzą, że nie mamy prawa ich wyrzucić. Szlag mnie jasny trafia, mam ochotę krzyczeć i kląć. Zrobię to pod nosem, oszczędzę Wam brzydkich słów.
środa, 29 lipca 2009
Tak mi się czasami po głowie tłucze - a może jednak wrócić? Na razie, myślę, że przez kolejne kilka lat, to raczej nierealne - kredyt hipoteczny i znaczny spadek cen nieruchomości to wystarczająca motywacja do pozostania na zielonej wyspie. Ale może? Kiedyś? A może niedługo, jak w końcu wygramy w to cholerne Lotto. Wygramy na pewno, mocno w to wierzę, pytanie tylko kiedy?
wtorek, 28 lipca 2009
I choć zdarzyło się to ładnych parę lat temu, to dziś pamiętam ten smak, to obrzydzenie, tysiące pytań w głowie: jaka ona była? ładniejsza? bardziej inteligentna? zabawniejsza? lepsza? I przede wszystkim: dlaczego? Przecież ufałam mu bardziej niż sobie samej.
poniedziałek, 27 lipca 2009

Zaglądam czasami do innych blogów, z których ktoś zaglądał do mnie. Dzięki temu poznaję różne tematy, style pisania, różne historie. Niedawno zarzałam do Tolamonola, u mnie w zakładce zaglądam pod "Tylko dla dorosłych", kiedy znalazłam do niej link w moich statystykach. Niektóre erotyki dość odważne, ale bez zbędnych wulgaryzmów, dobrze się to czyta. Bardzo podobają mi się krótkie rozmowy jakie prowadzi ze swoim mężczyzną, podoba mi się ich inteligencja i poczucie humoru. Dobrze się czyta, polecam jesli ktoś nie boi się zarumienić czasami :)

Od Tolamanola zajrzałam do blogu 44. I mną lekko tapnęło. Zakładam, że to nie jest fikcja literacka, bo jeśli fikcja, to ok, facet może sobie pisać co chce. Jeśli prawda... Pan przechodzi chyba kryzys wieku średniego. Pewnego dnia postanowił sobie tak po prostu, że zdradzi żonę i zorobił to przy pierwszej nadarzającej się okazji. Nie to, żeby w jego małżeństwie się nie układało, było chyba nawet całkiem ok, ale jego pierwsza kochanka "tak na niego patrzyła", czyli z uwielbieniem, zachwytem, zainspirowana jego intelektem. Nawet ładna nie była, ale patrzyła i była młoda. Po ciężkim powrocie do żony dostrzegł, że po pierwsze żona już tak na niego nie patrzy, nie jest już taka młoda i pachnie kosmetykami, a nie sobą, jak kochanka, straciła gdzieś naiwne, wzniosłe ideały z czasów studenckich. Hmmm, trochę to żałosne. Albo uczucie wygasło, albo żona nie ma już podstaw, żeby patrzeć w niego jak w obrazek, a udawać jej się albo nie chce, albo nie wie, że powinna (stawiam na to pierwsze). Nie pachnie jak młoda studentka... no cóż, bo nia nie jest i z biegiem lat coraz dalej jej będzie do tego. To jednak powinno być oczywiste nawet dla średnio przeciętnego faceta. Wzniosłe ideały itd. to dobre na studiach, z czasem proza życia trochę nam wybija to z głowy, co nie znaczy, że zawsze zabija zupelnie. Nie będę się wypowiadała na temat małżeństwa 44, bo za mało wpisów jeszcze przeczytałam, nie mam pełnego obrazu, przynajmniej tego z jego ujęcia.

Nie wiem co bardziej mnie poraziło w tym blogu: to, że facet szczyci się posiadaniem kochanki, uważa to chyba za morlanie dobre, podobnie zresztą jak większość osób, które go czytają i komentują, czy może to, że ma ogromna chęć posiadania mnogości potomstwa, jak można się domyslić niekoniecznie, a na pewno nie tylko z żoną. Chce mieć wiele dzieci, wiedzieć z kim i gdzie. I to tyle. Ani słowa o wychowaniu, o byciu ojcem, partnerem, pomocy, prosto i jednoznacznie - zrobić dziecko i pękać z dumy, że się je spłodziło. Rzeczywiście, powód do dumy, cholera jasna. To byle imbecyl, opóźniony w rozwoju albo inny co do dwóch zliczyć nie potrafi, może. Ale co dalej? Przeraża mnie wizaj faceta plodzącego dzieci dla samego ich istnienia i kobiet godzących się na to!

Muszę przyznać, że 44 pisze lekko i przyjemnie, czasami dosadne słownictwo, czasami hardcorowe opisy seksu (z braku innych lubrykantów wykorzystanie oleju silnikowego do seksu analnego...), poglądy, które momentami mrożą krew w żyłach, ale czyta się to dobrze. Oczy jak spodki, kręce głową z niedowierzaniem, ale czytam. I tylko dziwi mnie, ze facet, który uważa się za tak inteligentnego osobnika, naiwnie wierzy, że kochanka nie będzie chciała mieć go na wyłączność, zgodzi się urodzić mu dziecko i sama je wychowywać oraz twierdzi, że zdrada wzmacnia, ulepsza ten legalny związek... Gdybyście mieli ochotę zajrzeć i sami się przekonać: http://40cztery.blox.pl/html

To tyle na dzisiaj. Jestem na nogach od 6 rano, bez przerwy właściwie, więc padam. Poczytam jeszcze trochę, ogarnę kuchnię i do łóżka. Spokojnej nocy!

 Tak na szybko, dopisek zrobiony nstępnego dnia; POLECAM www.radkowiecki.pl Świetnie się czyta! I nie o zdradzie :)

21:36, zaba791 , inne
Link Komentarze (9) »
niedziela, 26 lipca 2009

Dzień mija za dniem, podobne do siebie tak bardzo, że tracę rozeznanie jaki jest dzien tygodnia. Pogoda w kratkę, więc są dni, że nawet na spacer nie pójdziemy, żeby Marysia się nie przeziębiła. Zosia ma kalosze i uwielbia chlapać się w kałużach, ale jednak w czasie deszczu przeważnie lepiej siedzieć w domu. Staram się, żeby to siedzenie w domu było ciekawe, w przerwach w deszczu Zosia biega trochę przed domem, czasami posiedzi w piaskownicy, którą ustawiliśmy jej przed domem. Dzisiaj przyjechali znajomi z dwoma synami, chłopcy trochę starsi od Zosi, ale nie na tyle, żeby nie mogli się razem pobawić. Muszę przyznać, że chwilami patrzyłam na ich wyczyny z drżeniem serca... Mam nadzieję, że moje dzieci nie będą takimi mistrzyniami sajgonu... Po ich wyjeździe dom wyglądał trochę jak pobojowisko. Ale źle nie było, żadnych zniszczeń, a bałagan szybko udało się posprzątać. Fajnie że nas odwiedzili, Zosia też miała jakąs atrakcję. Sylwia zajmuje się synami w domu, często jest tu w okolicy, więc może uda nam się spotkać od czasu do czasu. Fajnie byłoby mieć znajomą mamę do pogadania :)

Jutro Zosia kończy półtora roku. Kiedy to zleciało? To niesamowite jak dzieci szybko rosną, w jakim tempie się rozwijają, jakie są mądre! Dumna jestem z mojej córeczki, bo rośnie na mądrą i śliczną dziewczynkę. Czasami aż zbyt mądrą, czy raczej cwaną :) Jest już na tyle samodzielna, że opiekowanie się nimi dwiema nie sprawia większego kłopotu. Zresztą, kiedy Kocur jest w domu, Zosia jest bardziej niegrzeczna, kiedy jestem z nimi sama, nie mam z nią większych problemów, rozumie chyba, że musi się dzielić moją osobą z młodsza siostrą i jest bardzo grzeczna. Kocham tego mojego skarba tak bardzo, że nie da się tego opisać slowami. Tak samo mocno, choć rzeczywiście trochę inaczej na poczatku, kocham Marysię :) Jestem szczęśliwą mamą :)

Z lokatorami dalsze problemy. Pisałam już, że dali nam wypowiedzenie i ok. Do piątku mieli zapłacić zaległy czynsz (10 dni opóźnienia), Henry mówił że "maybe possibly hopefuly" będzie miał pieniądze. Oczywiście nie miał. W dodatku nie przyszedł nam tego powiedzieć, przeprosić, Kocur musiał do nich chodzić i dopytywać się. W międzyczasie przyszedł jeszcze rachunek za prąd, oni mają do zapłacenia ponad 100 euro. W sobotę Kocur się zdenerwował , kolejna bezowocna rozmowa pt. "Maybe posiibly hopefuly będę miał pieniądze maybe w przyszłym tygodniu". Powiedzieliśmy dość. Zbyt wiele razy zostaliśmy oszukani, wykorzystani, sponiewierani, tym razem się nie damy. Powiedzieliśmy im, że albo płacą, albo się wyprowadzają. Henry prosił o pójście na kompromis, tzn. że oni będą dalej mieszkać, a on przyniesie nam pieniądze "maybe..." itd. Kocur wyłączył im prąd i wodę. Okrutne? Nie. Wiemy, że pieniądze mają, nie chcą nam ich zapłacić. Liczą na to, że do końca będą mieszkać za depozyt, a na koniec nie będziemy mieli żadnego wpływu na to, ile ewentualnie odliczymy im z kaucji za znieszczenia, sprzątanie itd. To se ne da panie Havranek (Petra powinna to zrozumieć). Ściągnęli swoją znajomą, "przyjaciółke rodziny, Henry przyeszedł z nią porozmawiać. Nie znała całego obrazu sytuacji, nie wiedziała jak im pomogliśmy na początku, wielu rzeczy nie wiedziała. Żeby już nie zanudzać, stanęło na tym, że ona wyłożyła za nich 100 euro (czynsz jest 500), do środy mamy dostać pieniądze na rachunek za prąd, w następny weekend kolejne 100 euro. Do końca mieszkania mają zapłacić resztę, chociaż szczerze mówiąc po pierwsze w to nie wierzę, po drugie 200-300 euro powinno nam wystarczyć jako zabezpiecznie. Mam nadzieję. Obiecaliśmy sobie z Kocurem, że jak tylko dostanie stała, stabilną pracę, nie będziemy już wynajmować domku. Za dużo nerwów nas kosztuje...

Dziś wieczorem w ramach relaksu obejrzałam finał siatkarskiej Ligii Światowej, mecz Brazylia - Serbia. Dawno, a oglądam dużo meczów, dawno, o ile w ogóle kiedyś, nie oglądałam tak pięknego widowiska siatkarskiego. Cudowna gra, walka punkt za punkt, wirtuozi gry po jednej i po drugoej stronie siatki. No i jeszcze Miljkovic... Według mnie najlepszy atakujący na świecie w tej chwili. No i jest na co popatrzeć... Orli nos, mocna szczęka, silne ramiona, piekna opalenizna... Ech, ciacho normalnie :) Grbic jeszcze, choć zupełnie inny typ, ale też jest na czym zawiesić oko :) I tylko szkoda, że Serbowie przegrali, bo bardzo im kibicowałam.

Zosia śpi, Marysia śpi, Kocur przed komputerem (niby ograniczył, ale nie widzę jakiejś porażającej zmiany szczerze mówiąc... nie chce mi się już kłócić, naprawdę nie chce... ), ja niedlugo zmyję makijaż, umyję zęby, nakarmię Marysię i pójdziemy spać. To jest niesamowite, że Zosia bardzo długo spała z nami w łóżku, w koszyku obok łóżka nie chciała spać w ogóle prawie, usypiałam ją na rękach przez długi czas. Marysia większość nocy przesypia w koszyku, dopiero koło 4 nad ranem biorę ją na karmienie i zasypiamy razem. Poza tym nie ma prawie żadnych problemów z zasypianiem, często łapię się na tym, że z przyzwyczajenia np. bujam wózkiem, a ona zasypia i bez tego. Spokojne, kochane dziecko. Jest o wiele bardziej spokojna niż była Zosia. A dziś to już w ogóle, przespała nam cały dzień niemal. Dopiero wieczorem porozglądała się wokoło. I noce przesypia. Ale nie będę jej już chwalić, bo jeśli w genach od ojca dostała to, co Zosia, to po takich pochwałach zarwie mi noc :)

Spokojnej nocy. A na dobranoc może nie spokojnie, ale przyczepiło się toto do mnie i nie chce dac spokoju. Empire of the Sun "We are the people"

 

   

czwartek, 23 lipca 2009

Zgodzi się ze mną nie jedna osoba, że nie ma piękniejszej kołysanki... Kiedy tak czasami patrzę na moje dwa skarby, spokojnie pogrążone we śnie, oddychające miarowo... Pachną tak słodko, ciepło. Ciekawa jestem co im się śni kiedy się uśmiechają? O czym myślą tuż przed snem? Jaka jest pierwsza myśl po przebudzeniu się? Zastanawiam się jakie będą, kiedy dorosną? Jakimi ludźmi będą? Jak ułoży im się życie? Jakie będą miały plany, marzenia? Co z tego się spełni? Jakie będą nasze relacje? Jak ważna będę w ich życiu za te kilkanascie i więcej lat? Czy będę potrafiła być dobrą matką? Nie wtrącać się za bardzo, nie narzucać, nie oceniać? Wspierać, dodawać otuchy, pomagać? Czy uda mi się tak je wychować, żeby były pewnymi swojej wartości, mądrymi dziewczynami? Otwartymi na ludzi i świat? Ech... cudownie jest mieć dzieci. A jednocześnie tak strasznie...

Seweryn Krajewski "Kołysanka dla okruszka"

 

 
1 , 2 , 3