Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2008

Jesteśmy w Gdańsku, u chłopaka mojej siostry, który ma stałe łącze hura! Mam chwilę, bo mała już śpi, Karolina i Piotrek pojechali odwieźć koleżankę, więc mogę napisać parę słów.

Przede wszystkim cholernie ciężko bez Kocura. Nie myślałam, że będzie aż tak ciężko. Nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długo, zawsze wszędzie razem, często nawet w pracy, więc nie wiedzieliśmy jak to jest tak długo bez siebie. Nigdy więcej! Nic tak nie cieszy jak powinno, kiedy nie można się tym podzielić z ukochaną osobą. Nie wyobrażam sobie życia na odległość, to nie byłoby dla nas. Wprawdzie to tylko 2,5 tygodnia, ale AŻ 2,5 tygodnia. Kocur tęskni, sam w domu, w pustym domu, ja z Zośką, w otoczeniu rodziny, znajomych, ale pusto bez niego...

Poza tym mała fantastycznie znosi wyjazd. U dziadków ma swoje łóżeczko, swoją pościel, swoje zabawki. Wyregulowała mi się jak w zegraku - wstaje o tej samej godzinie, w ciągu dnia zasypia w tych samych godzinach (chyba że gdzieś jedziemy i się rozbudzi, ale zasypia i tak podobnie), nawet codzienną kupkę robi o tej samej godzinie. Zmienia się niemal każdego dnia i tego Kocur żałuje najbardziej - że nie widzi tych zmian. Zobaczy wszystkie hurtowo :) Mała oczywiście rozkochała w sobie wszystkich dookoła - członków rodziny i nie tylko. Uśmiecha się niemal naokrągło. Silna i śliczna. Pogoda (jest ciepło i słonecznie) jej służy. Jedzienie chyba też - okazuje się, że nie jest uczulona na wiele produktów, na które sądziłam, że będzie. Z kolei uczulenie na białko zwierzęce (skaza białkowa) też coraz słabsze. No i rośnie jak na drożdżach :)

Polska taka, jak ją pamiętam. Tylko chyba żyje się coraz trudniej wbrew pozorom. Ceny idą w górę, pensje stoją (a lekarzom w szpitalu, w którym pracuje moja przyjaciółka nawet obniżyli! zarabiają teraz tyle, ile pani na poczcie, a pocztowcy niedawno strajkowali...). I tylko smak czereśni jak nigdzie na świecie.

Jutro cały dzień spędzimy na plaży nad morzem. Muszę się przecież w końcu opalić! :) Szum morza uspokaja, a po rozmowie z Kocurem na skype cała jestem... cała jestem tęsknotą.

 

Nad jeziorem opalam się :)

A jak jestem głodna, to sobie podjem trochę...

 

Lubię bawić się z dziadkiem. Tutaj bawimy się w piratów ;)

Podoba mi się ta zabawa że hej!

Babcia kocha swoje róże, ale mnie kocha bardziej - tylko ja mogę je rwać! :D

Z mamą nad morzem. Dziś wieczorem. A jutro będziemy się byczyć cały dzień!

sobota, 14 czerwca 2008
Przez najbliższy miesiąc nie będę raczej niczego pisała. Oddam się rozkosznemu nieróbstwu. Walizki spakowane, mieszkanie posprzątane, zostało parę drobiazgów do ogarnięcia i w drogę! Będę tęskniła - za Kocurem, za psem, za domem. Ale to będą moje wielkie wakacje z Zosią. Opowiem Wam wszystko po powrocie. Pa pa pa!
czwartek, 12 czerwca 2008

Za dwa dni (bo nie liczę dzisiaj ani soboty, skoro zaraz idę spać, a w sobotę będziemy już na miejscu) będziemy w Warszawie. Wstrzymywałam się z przygotowaniami do wyjazdu, żeby znowu się nie pospieszyć i nie siedzieć potem niecierpliwie na walizkach. Ja tak lubię, załatwić wszystko nie na ostatnią chwilę, ale dużo przed czasem :) A potem siedzę niecierpliwie. Ale jutro zacznę nas już powoli pakować, zrobię pranie, posprzątam dom ile zdążę. Reszta w piątek. I zostawię dom, psa, ogródek na cały miesiąc. Niby tak fajnie, miesiąc wakacji, nad jeziorami, z małą... ale bez Kocura, długo daleko od domu. Będę tęsknić, kurka, już teraz czuję, że będę bardzo tęsknić. I sunia będzie tęskniła, a ja za nią... Najgorzej jednak bez Kocura, to pierwszy raz tak długo bez niego będzie. I Zosia urośnie, zmieni się, a on nie będzie tego widział. Z tego powodu trochę mi szkoda jechać na tak długo. Ale dla Zosi taki wyjazd będzie dobry - zmiana klimatu w ogóle, z jakiegokolwiek na jakikolwiek, przy atopowym zapaleniu skóry jest dobra. Poza tym to Mazury, więc klimat sam w sobie dobry. Eee, wybyczymy się na plaży. O ile pogoda się znów poprawi, bo podobno zimno... :(

Kilka tygodni temu na spacerze spotkałam małżeństwo z czworgiem dzieci. Nie pamiętam, czy o nich już pisałam. W każdym razie najmłodszy chłopiec urodził się 1go maja, najstarszy ma chyba 8 lat. 3 - letnia Natalka ważyła jeszcze do niedawna 23 kg (!!!), ale babcia trochę się za nią wzięła i schudła już 2,5 kg. Ale nie o tym chciałam pisać. Otóż oni młodzi, czworo dzieci i ledwo koniec z końcem. Tylko on pracuje, zarabia około 1700 Euro, za wynajem domu płacą 1400 Euro. A gdzie rachunki, a gdzie dzieci? Spotkałam dziś te dzieciaki, swoją drogą bardzo fajne, grzeczne i miłe, tym razem były na spacerze z babcią. I babcia jak to babcia, po polsku zaczęła trochę narzekać. Nie dziwię jej się, sytuacja naprawdę ciężka, czasami podobno pod koniec miesiąca brakuje im na chleb. Szkoda mi tych dzieciaków potwornie, aż się serce kraje. Nie chodzą głodne (chyba), nie chodzą obdarte, zadbane, czyste, ale kiedy pomyślę sobie... ech, strasznie wrażliwa się zrobiłam jeśli chodzi o dzieciaki, odkąd urodziłam Zosię. W każdym razie obiecałam babci, że zadzwonię do znajomej i zapytam, czy u niej w pracy nie szukają ludzi, żeby jej synowa mogła zacząć znowu pracować. Babcia będzie się dalej zajmowała dziećmi, ale będą już dwie pensje, a nie jedna. Jutro Ewelina ma zapytać, mam nadzieję, że coś się znajdzie. Fajne te dzieciaki, otwarte, wesołe, rezolutne. A najmniejsza, Natalka, po chwli już łapała mnie za rękę i nie chciała puścić. Trochę się ciężko się prowadzi wózek jedną ręką...

Synek Kuby, czyli nasz lokator przez podwórko, też fajny chłopak. Żywe srebro, wszędzie wejdzie, wszystkiego dotknie. Trochę mi go szkoda, bo nasze podwórko nie jest jeszcze przystosowane do tak żywego dziecka, nie za bardzo ma się gdzie bawić. Siedzi czasami przy oknie u nich w domku i stuka w szybę. Radochę ma kiedy mu pomacham :) Ładny, fajny chłopiec. Wczoraj nauczyłam go robić "żółwika". Szybko się uczy :)

Lubię dzieci, zawsze lubiłam. Teraz podchodzę do nich bardziej emocjonalnie, każda krzywda wyrządzona dziecku, boli mnie niemal fizycznie. Czasami nie mam już siły, jestem zmęczona, senna, ale jakoś się zbieram i znajdę rezerwy, żeby pobawić się z Zosią, albo Eryczkiem (tak ma imię ten chlopiec). I nie wiem kto ma większą radochę - oni, czy ja :)

niedziela, 08 czerwca 2008

Kuba wprowadził się do domku. W czwartek wieczorek przyleciał z żoną i synkiem. Na naszym podwórki oprócz nas (Zosi, Kocura, psa i mnie) są więc teraz jeszcze dwie dorosłe osoby i żywe srebro, czyli prawie dwuletni chłopiec. Wesoło i miło. Usiedliśmy dziś wieczorem na naszej nowej ławie, na nowym podeście, żeby ustalić "warunki wspólpracy", czyli uzgodnić warunki wynajmu domku i sprawy porządkowe (np. wystawianie śmieci). Poszło szybko i sprawnie, bez zgrzytów. Potem siedzieliśmy sobie i rozmawialiśmy. Zimno się zrobiło i ciemno, a nam dobrze się siedziało. Obiecałam K, że pokażę jej okolicę, prze najbliższy tydzień, przed wyjazdem do Polski, będziemy chodziły na spacery. Fajna dziewczyna, tak na pierwszy rzut oka, miła, sympatyczna, inteligentna. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze mieszkało. Lubię takie wieczory, takie pogaduchy.

Jutro z kolei wpadną znajomi na grilla i mecz, mam nadzieję, że odwiedzą nas też Monika i Szymon z Adasiem. Jeśli dzisiejsza pogoda się utrzyma, jest szansa na bardzo fajne popołudnie. Musimy tylko wcześnie wstać i wszystko przygotować, bo dziś nie pojechaliśmy do sklepu, co trzeba będzie zrobić jutro. Jutro też wywiozą śmieci - dzisiejsza firma, a właściwie chyba jej właściciel, stwierdził, że jest tego dużo więcej, niż myślał i zaproponował cenę o połowę wyższą od ustalonej. Podziękowaliśmy grzecznie i znalazłam inna, w dodatku tańszą. Mam nadzieję, że jutro wreszcie zapanuje na naszym podwórku porządek.

Zapowiada się kolejny przyjemny weekend, w miłej atmosferze, wśród znajomych. Czuję, że teraz tu jest mój dom, tutaj jestem u siebie.

sobota, 07 czerwca 2008

Mała spała dziś z nami rano, tzn. ona rozbudzona, cała uhahana, a my próbowaliśmy jeszcze skraść parę minut snu. Zosia ma taką zabawkę - kwadratowy potworek, w środku coś w rodzaju bębna, w którym są plastikowe, kolorowe drobiazgi. Jak pokręcić bębenkiem, to hałasuje, a drobiazgi się przewracają (ale opis! łatwiej byłoby zrobić zdjęcie ;). W każdym razie otwieram rano oko, patrzę, a Zosia jedną łapką trzyma zabawkę, a drugą uderza z góry na dół w bębenek i kręci nim ładnie. Szczerze mówiąc trochę mnie zatkało, bo wydaje mi się, że taka zabawa dla 4 - miesięcznego dziecka to chyba szybko. No, chyba że mi się wydaje :) Żeby nie było, że to przypadek, to po jakimś czasie, znów dałam jej zabawkę i znów zrobiła to samo, więc nie przypadek. Zadzwoniłam pochwalić się dziadkom, moja mama na początku stwierdziła, że to przypadek właśnie, ale powtórka ją przekonała. Też zdziwiona koordynacją małej :) Ale jestem dumna z mojej córeczki! Wprost pękam z dumy! :)

Na dziś mamy zamówiony wywóz śmieci, których po remoncie domku pełno przed domem. Cały trawnik zastawiony, ale dziś to w końcu zniknie i podwórko z tyłu i z przodu domu będzie wreszcie wyglądało ładnie. Pojedziemy jeszcze do sklepu i dokupimy dwa kwadraty podestu pod grill i ławę, może kupię jeszcze jakieś kwiatki. Ale będzie ładnie! Wreszcie będziemy mogli urządzać grille. Nie mogę się już doczekać!

A jutro zaczynają się emocje - Mistrzostwa Europy. Jako zagorzała fanka sportów drużynowych, a piłki nożnej większa fanka niż Kocur, będę sobie oglądała mecze i emocjonowała się. Mam nadzieję, że polska drużyna dostarczy mi pozytywnych emocji :)

piątek, 06 czerwca 2008

Nie mam jakoś weny do pisania, za to mam kilka ładnych zdjęć, więc się pochwalę :) Oprócz kiepskiego kadrowania czasami, chyba coraz lepsze wychodzą mi te zdjęcia. Czasami ostrość też nie taka, ale kiedy mina Zosieńki powalająca, mniejsza o ostrość, liczy się efekt :)

 

Oczy to mam naprawdę wielkie :)

Tutaj się uśmiecham...

...a tutaj śmieję

ale ładnie kolorowo!

 

niedziela, 01 czerwca 2008

Pogoda niesamowita - gorąco, słonecznie, idealnie na grilowanie. Bylismy dziś u znajomych na parapetóce - grilu. Bardzo fajnie było. Był jeszcze Adaś (syn znajomych właśnie) i Tymek (synek Oli i Michała), jednym słowem przedszkole. Fantastycznie ogląda się dzieciaki, jak reagują na otoczenie, na siebie nawzajem. Ta trójka dzieciaczków rodziła się co trzy tygodnie - najpierw Tymek, potem Adaś, a na końcu Zosia. Widać różnice w rozwoju, na tym etapie są jeszcze duże, widać też różnice w wielkości bobasów - Zosia jest stanowczo najmniejsza. Bardzo przyjemne popołudnie. Poniżej kilka zdjęć, mam nadzieję, że nikt się nie obrazi za ich publikację :)

Adaś, Monika i Szymon

Ekipa grilowa ;)

Mina Tymka lekko znudzona ;) (Tymek u mamy na kolanach, nie w kapeluszu! ;)

Zosia z mamą

Czyżby Zosia się bała kiedy mama prowadzi samochód? Niepotrzebnie!

Z tatą na spacerze w czwartek :)