Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
sobota, 31 maja 2008

Dziś dwa mecze - szczypiorniści (moja dyscyplina przez 8 lat :) i siatkarze rozpoczęli turnieje kwalifikacyjne do olimpiady. Piłkarze ręczni zremisowali ze Szwecją, chociaż przez większość meczu prowadzili. Szkoda trochę, zabrakło ostatniej akcji w ostatniej minucie. Jutro mecz z Islandią. Za to siatkarze pięknie poradzili sobie z Puerto Rico, 3:0, w pięknym stylu. Panie zapewniły sobie występ na olimpiadzie już tydzień temu. Jutro siatkarze grają kolejny mecz. Będę oglądała (mam nadzieję, że gospodarze parapetówki, na którą jedziemy nie obrażą się i pozwolą mi na to) tym uważniej, że na trybunach będzie... moja siostra :) Od lutego studiuje sobie w Hiszpanii, do Portugalii ma blisko, a że cała nasza rodzina to zapaleńcy, więc jedzie sobie na mecz. Uwielbiam adrenalinę, jaka towarzyszy mi zawsze podczas oglądania tych meczy. Pamiętam mistrzostw świata w listopadzie 2006 - wstawałam oglądać mecze o 5 albo 6 rano (mistrzostwa były rozgrywane w Japonii). Mecz z Rosją, wygrany przez nas, oglądałam z taką dawką emocji, że przez cały dzień mnie nie puszczało. Nie potrzebuję innych "dopalaczy", zresztą jestem przeciwniczką wszelkich "dragów", a przeżycia niezapomniane :) I zdrowo :) Do siatkówki przekonałam trochę Kocura, który wcześniej oglądał tylko boks (ja też chętnie oglądam), a teraz potrafi się zachwycić co efektowniejszymi akcjami. Mam nadzieję, że Zosia też wyrośnie na kibica, a może sama będzie chciała grać? Już widzę wspólne oglądanie i przeżywanie meczy :)

I... denerwują mnie ludzie, którzy sztywno trzymają się swoich przekonań, swojego zdania. Wszystko wiedzą najlepiej, nie dopuszczają marginesu na błąd. Rozmowa z takimi ludźmi niczego nie wnosi, szczególnie jeśli samemu ma się odmienne zdanie. To ich przekonanie o własnej nieomylności sprawia, że sposób, w jaki przekazują swoje opinie jest bardzo nieprzekonywujący. A jeśli do tego dodać jeszcze ocenianie innych... Sama nie jestem aniołem, zdarza mi się oceniać, jednak zdaję sobie sprawę, że nie powinnam. Jeszcze bardziej zdaję sobie sprawę, kiedy sama zostanę oceniona i "obsmarowana". No cóż, życie... 

Moja przygoda z pisaniem do gazety już się chyba skończyła. Wydawca zawiesił wydawanie tygodnika, a ostatnio dwutygodnika, do którego pisałam. W drugim, do którego się przymierzałam, niedawno na podobne tematy zaczęła pisać moja znajoma (gratuluję Olu), więc odpada. Trudno. Mam w końcu swojego bloga, tutaj mogę sobie pisać :)

Miłego weekendu wszystkim! U nas to długi weekend, poniedziałek wolny, a że pogoda zrobiła się znowu letnia, więc zapowiada się miło. :)  

czwartek, 29 maja 2008

Dziś minął tydzień, więc pojechałyśmy na wizytę kontrolną. Oskrzela już czyściutkie, Zosia pięknie lekko oddycha. W dodatku przez tydzień przybrała na wadze około 200 g! (trudno dokładnie ocenić, bo potwornie się wierciła na wadze). Pani doktor pochwaliła za dodawanie jej powoli nowych rzeczy do diety - mała opędzlowała ostatnio cały pojemniczek jabłuszka, mango z bananem smakuje jej mniej, ale smakuje. Poza tym, a może przede wszystkim, powoli przyzwyczaja się do kaszki. Nadal trwaja próby przyzwyczajenia jej do modyfikowanego mleka (jako jeden posiłek dziennie), dodaję troszkę do kaszki i karmię ją łyżeczką, z butli nie chce jeść. Łyżeczką bardzo jej się podoba, ślicznie otwiera dziubek, pochyla główkę, żeby dostać papu i łapie za łyżeczkę :) Mały głodomorek. Pani doktor zadowolona i pod wrażeniem siły małej. Niby chudzinka, a ma tyle siły! Podtrzymywana pod paszki stoi pięknie na nóżkach. kuca i znów staje. Z pozycji leżącej na plecach potrafi podnoszona za rączki podnieść się do pozycji stojącej. Ze względu na kręgosłup nie robię tego zbyt często, ale mała to uwielbia! Aż trudno uwierzyć, przecież dopiero skończyła 4 miesiące.

Poza tym dostałyśmy listę leków, witamin itd., które trzeba kupić w Polsce, bo tutaj ich nie ma. Jak zwykle - zapasy. Uwielbiam zakupy! :)

Byłyśmy dziś na krótkim spacerze, bo pogoda niepewna była, ale właśnie słońce piękne wyszło - jest jasno, zielono i aż chce się wyjść na dwór. Postaram się Kocura wyciągnąć na spacer jak wróci z pracy, choć na pewno będzie bardzo oporny, bo zmęczony po pracy. Szkoda takiej pięknej pogody na siedzenie w domu!

Zosia obudziła się dziś o 1 w nocy, nakarmiłam ją, zmieniłam pieluszkę, a teraz czekam żeby zasnęła. Czekam tak już godzinę... Byłam już nawet w łóżku i powoli odpływałam w świat sennych marzeń, ale nie pozwoliła mi zasnąć. Dokarmiłam ją więc i znów czekam, żeby spokojnie zasnęła.

Za nieco ponad dwa tygodnie lecimy do Polski. Nie mogę się już doczekać! Dwie babcie zobaczą ją po raz pierwszy, moje siostry również. A Zosia przez miesiąc pobędzie sobie w innym klimacie, co jest nardzo wskazane przy atopowym zapaleniu skóry (AZS). Mam nadzieję, że sprawdzą się przepowiednie synoptyków i czerwiec rzeczywiście będzie upalny. Jeśli mała wdała się w rodziców, to lubi upały :) A poza tym te spacery po mazurskich lasach! Wypady nad jezioro! I wieczorne grilowanie! Tęsknię za tym bardzo.

Poza tym pierwszy raz, odkąd jestem z Kocurem, czyli niedługo będzie 4 lata, rozstaniemy się na tak długo. Do tej pory oddzielnie spędzaliśmy tylko pojedyncze dni, może zdarzyły się 2 lub 3 dni bez siebie. Teraz nie będziemy się widzieć prawie trzy tygodnie. Już teraz kręci mi się łezka kiedy pomyśli, że nie będzie tak dlugo córeczki widział, a ja mam nadzieję, że za mną też zatęskni :) Dobrze nam to zrobi, po czterech latach ciągle razem, bardzo często przecież też razem pracowaliśmy, odrobina odpoczynku od siebie powinna dobrze zrobić naszemu związkowi, odświeżyć go trochę.

Cisza, nie słyszę już żadnego gadania dobiegającego z pokoju małej, chyba usnęła. Ja też położę się znów do ciepłego łóżeczka, bo czeka mnie jeszcze pobudka o 4 nad ranem, a później muszę wcześniej niż zwykle wstać, bo jedziemy na kontrolę do pani doktor. Spokojnej nocy!

środa, 28 maja 2008

Zosia dostaje antybiotyk, co 8 godzin, więc o 4 nad ranem dzwoni mi budzik i wyrywa mnie ze snu. Kiedy już zmienię pieluszkę, nakarmię i dam antybiotyk, siadam przed komputerem i czekam żeby zasnęła. Siedzenie obok niej nie zdaje egzaminu - kiedy ma widownię uśmiecha się, gaworzy i łapie za palce, dopiero kiedy jest sama, zasypia.

Mam więc trochę czasu dla siebie o tej dziwnej porze, pomiędzy nocą a dniem. O 4 jest jeszcze ciemno, ale z każdą mijającą minutą świat za oknem się zmienia. Zaczyna się od śpiewu ptaków, których pełno na drzewach i krzewach po drugiej stronie ulicy. Budzą się i od razu zaczynają śpiewać na powitanie dnia. Ciemność powoli oddaje pola jasności i nie wiadomo kiedy rozpoczyna się nowy dzień, kolejny dzień. Trwa to parę chwil, ale przeważnie jest ciemno, a zaraz potem już jasno. Gdzie umyka ten stan pośredni? Lubię tę godzinę, kiedy dom pogrążony w ciszy (bo tak wcześnie to nawet Kocur już nie chrapie), Kocur śpi, pies śpi, teraz już też Zosieńka śpi. Słucham ich miarowych oddechów, patrzę na nich otulonych kołdrami i snem, jest cicho, spokojnie. Dobrze mi tak, w moim domu, w moim miejscu na ziemii.

wtorek, 27 maja 2008

Dawno zdjęć nie umieszczałam, więc dziś hurtowo, z całego miesiąca. Miłego oglądania! :)

Ale nuuda...!

Marchewkowe pole, czyli pierwsze jedzonko i wszystko marchewkowe :)

Puszczam oko

Bluzeczka od cioci Oli, prawda że ślicznie wyglądam?

Rano się bawiłyśmy w szlafroczku

Z tatą na spacerze

niedziela, 25 maja 2008

Właśnie obejrzeliśmy sobie "Lejdis". Cholera, dawno tak dobrej, a jednocześnie ciepłej komedii nie widziałam. Dobre teksty, chociaż słownictwo czasami ostre (no, nie papryczka chili, ale czasami padały słowa, których nie powtórzę), dobre historie, a przede wszystkim Przyjaźń. Takie przyjaciółki to jest COŚ. W każdym razie film poprawił mój niezbyt dobry nastrój dzisiaj. I lepiej będzie mi się zasypiało.

Zosia czuje się już znacznie lepiej. Prawie już nie kaszle, nosek płukany też już nie tak zapchany. Nie mogę się nadziwić, że pomimo choroby taka radosna, uśmiechnięta jest ciągle. Słabiutka po antybiotyku, więcej śpi w ciągu dnia, ale uśmiecha się i nawet śmieje, jak jej mama śpiewa. Nie dała się jednak przekonać do mleka (nie dziwię jej się - pachnie i smakuje paskudnie), przyzwyczajamy ją więc do kaszki. Na razie malutko, ale z każdym karmieniem coraz więcej zjada. Dziś dostała kaszkę rano (łyżeczką) i wieczorem (z butli). Dodatkowo, do karmienia piersią. Ja przez wiele lat dostawałam kaszę z mlekiem na śniadanie i kolację i proszę bardzo jak pięknie wyrosłam! ;)

W poniedziałek Dzień Matki. Pierwszy raz w życiu to będzie także mój dzień. Wysłałam mamie kartkę z życzeniami, ale dzisiaj wpadłam jeszcze na pomysł, że wyślę jej kwiaty. Już zamówione, zapłacone, mam nadzieję, że dostarczą jej do pracy w poniedziałek. Oprócz przyjemności, "zaszpanuje" też trochę w pracy, że jej córka bukiet przysłała :) Myślę, że się ucieszy :)

Pisałam już o zmianie tematyki w moich artykułach do tutejszej gazety. Oto link to pierwszego z nowej serii: http://www.zycie.ie/?menu=27&sub_menu=0&type=news_read_full&news_id=1257 Ciekawa jestem opinii. Pierwsze koty za płoty! Wczoraj wysłałam drugi tekst. Z redakcji zero komentarzy, ale skoro drukują, to się chyba w miarę podoba, prawda?

Szalałam dziś z kwiatkami. Tydzień temu zrobiliśmy duże zakupy do ogródka (m.in. kratka na pnące kwiaty, Kocur ma mi ją jutro w końcu powiesić, ławka i podest, żeby było gdzie grila robić oraz cztery róże), w tygodniu pogoda była fatalna, więc nic nie porobiłam. Wczoraj znowu zrobiło się słonecznie i ciepło, więc wczoraj zaczęłam, a dziś skończyłam przesadzanie, wsadzanie i rozsadzanie bratków. Mam głównie bratki, bo są kolorowe i kwiatną tutaj prawie przez cały rok. Dwie z róż, które zasadziłam przed domem, mają już pąki i lada dzień zaczną kwitnąć. Gdyby jeszcze pozbyć się tych wszystkich śmieci, jakie zostały po remoncie i wyciąć w cholerę krzaki przed domem (niby żywopłot, ale tylko słońce zabiera i miejsce), to byłoby pięknie. Lubię dbać o nasz dom. 

Ostatnio zaczęłam znowu oglądać programy na TVN Style. Nie wszystkie są wysokich lotów (bardzo lubię np. "Miasto kobiet", w którym sama kiedyś wystąpiłam), ale jest co obejrzeć. Wczoraj był program jak to naprawiają czy "odświeżają" małżeństwa. Zastanowiły mnie dwie rzeczy - kiedy małżonkowie oceniali siebie nawzajem po względem emocji, atrakcyjności i seksu oraz kiedy wypisywali rzeczy jakie dla siebie nawzajem robią, w tym też obowiązki. Strasznie trudno jest wypracować sobie równowagę w związku, wiem z własnego doświadczenia. Od jakiegoś czasu, a kiedy jestem na macierzyńskim szczególnie, boli mnie, że Kocur uważa, że on bardzo ciężko pracuje, a ja tylko siedzę sobie w domu. Staram się wytłumaczyć mu, przekonać, że sam to się tylko bałagan robi, cała reszta już nie (nawet pranie, które niby robi pralka, ale ktoś musi je do niej włożyć, potem wyjąć, rozwiesić, poskładać jak wyschnie i powkładać do szaf i szuflad). Oporny jest bardzo w tej materii. Tym bardziej więc cieszę się, że rozstaniemy się na prawie trzy tygodnie, kiedy ja z Zosią będziemy w Polsce. Może wtedy, kiedy nikt mu nie będzie sprzątał, gotował, prał i robił kanapek do pracy, może wtedy doceni. Jeśli natomiast chodzi o oceny, to zapytałam go, jak mnie ocenia. Nie jest źle, atrakcyjność wypadła najgorzej, ale to chyba głównie przez kolor blond na mojej głowie, którego on nie znosi. Ja chyba oceniłabym go gorzej, ale nie zapytał. Rozleniwił się potwornie i sporo w tym też mojej winy, że mu na to pozwoliłam.

A teraz do łóżka, poczytać Pratchetta na jeszcze lepszy nastrój i spać. O 4 pobudka, bo trzeba małej antybiotyk dać, więc przy okazji i zmiana pieluszki i karmienie będzie. Dobrej nocy!

piątek, 23 maja 2008

Chyba nie zdawałam sobie sprawy jaka to fantastyczna rzecz, aż do teraz. Po wizycie u lekarza zaczęliśmy jednak dokarmiać Zosię, bo stanowczo za mało przybrała na wadze przez miesiąc. Problemów z tym co niemiara, bo mmała po prostu nie chce jeść modyfikowanego mleka. Woli mamy i już. Nie daje się nawet nabrać na mieszankę niemal pół na pół. Jednak chodzi mi o uczucie, kiedy trzymam maleńką przy piersi, czuję jej ciepło, słyszę miarowy oddech, ona maleńkimi łapkami obejmuje moją pierś... Tego nie da się z niczym porównać. Nie rezygnujemy wcale z karmienia piersią, ale będziemy powoli przyzwyczajać małą do innego mleka. Spróbuję najpierw mieszać z własnym pokarmem, powoli dodamy też kaszkę ryżową. Mam nadzieję, że w końcu się przekona albo przyzwyczai i każde karmienie nie będzie się kończyło jak dziś - wielkim pawiem. Wypiła może 30 ml, ale zaraz wszystko zwymiotowała. Skończyło się na cycu.

Wizyta u lekarza okazała się konieczna. Zosia ma zapalenie oskrzeli. Jestesm trochę przerażona, ale dobrze, że wiemy co jest i jak z tym walczyć. Dostała oczywiście anytbiotyk, dobrze, że akurat to je ze smakiem. Nosek płuczemy roztworem soli morskiej (gotowa w spray'u). Pomimo choroby mała wesoła i ciekawska jak zawsze. Nawet pani doktor zauważyła, że jest niesamowicie silna i nic dziwnego, że nie podoba jej się już na pleckach - w pozycji pionowej albo siedzącej ma lepsze pole widzenia. Chora, chuda, ale silna bardzo. Skąd ten mały szkrab to ma? :) Poza tym usłyszeliśmy też pochwałę za dbanie o jej skórę, co przy atopowym zapaleniu skóry nie jest takie proste. Koleżanka przywiozła mi z Polski maść cholesterolową i wreszcie Zosia ma głądziutką skórę wszędzie, nawet na nóżkach, z którymi do tej pory był problem.

Teraz po przygodach z butelką i sztucznym mlekiem mała powoli usypia w swoim łóżeczku, a ja czekam aż zaśnie, żeby też znów się położyć. Kocur smacznie chrapie, nawet płacz małej przy butelce go nie obudził :) Twardy ma sen, nie ma co... Ale po 6 wstaje do pracy, więc nie mam sumienia zrywać go w nocy. Ja przynajmniej mogę się wyspać. Ooo, cisza, może zabawa misiem i rączkami zmęczyła maleństwo i śpi? Tak, usnęła, ja też więc wracam do cieplutkiego łóżka, przytulić się do męża. Miłego dnia! Dla mnie rozpocznie się za kilka godzin dopiero :)

06:34, zaba791 , Zosia
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 maja 2008

Dzwoniłam do pani doktor, ze względu na kaszel kazała dzisiaj przyjechać. Zapakuję więc małą do samochodu popołudniu i pojedziemy do przychodni, zgarniając po drodze Kocura z pracy. Mam nadzieję, że pani doktor szybko coś poradzi i maleńka przestanie się męczyć. Dzisiejszy poranek spędziłyśmy w łóżku, otulone kołdrą. Mała coraz niechętniej już leży na pleckach, kładę ją na brzuszku albo trzymam na rękach, siłuje się też już z siadaniem. Wiem, że to bardzo wcześnie, ma jeszcze słaby kręgosłup, ale ewidentnie odpowiada jej pozycja siedząca. Staram się więc przynajmniej jakoś podtrzymywać jej kręgosłup, nie obciążać go za bardzo. Ciekawe jajo, musi się rozglądać, a na plecach mało widać :)

Pogoda paskudna - pada, szaro, zimno, OKROPIEŃSTWO. Czyżby lato, podobnie jak w ubiegłym roku, już się skończyło??

Chyba z nerwów zaczyna mnie migrena łapać :( głowa boli potwornie, ale to jeszcze nie jest ten ból. Wzięłam dwa paracetamole, chociaż mało pomagają, ale może pomogą choć trochę. Do tego pokłóciłam się z Kocurem - obwiniamy się nawzajem o przeziębienie Zośki, jakby to coś dało dobrego... Ech, mówiłam, ze co się polepszy, to się pop...suje. :(

13:00, zaba791 , Zosia
Link Komentarze (2) »

Najpierw Kocur chodził chory i nie wyleczył się, zaraził mnie, a teraz mała złapała ode mnie przeziębienie. Nosek zapchany, kicha, ale najgorszy jest jej kaszelek. Martwię się potwornie! Dzwoniłam wczoraj do pani doktor (bo wszystko zaczęło się wczoraj), ale powiedziała, że jeśli mała nie gorączkuje i nie ma problemów z jedzeniem, to można poczekać z wizytą. Temperaturę mierzę jej regularnie, oprócz 36.9 wczoraj w ciągu dnia, ciągle ma 36.0, więc w normie. Z jedzeniem nie ma najmniejszych problemów - właśnie opróżniła mi obydwie piersi i zagryza misiem ;) Je normalnie, tzn. często i najada się. Ten kaszel jednak mnie przeraża... Zadzwonię rano (tzn. trochę później rano, nie o 5 nad ranem!) do pani doktor i może umówię się na wizytę. Może pomoże coś na ten kaszel, nie chcę, żeby coś się maleńkiej na oskrzela potem rzuciło :(

Zdjęcia muszę zrzucić i pokazać Wam, jak mi skarb rośnie. Ale to w ciągu dnia, jak mi się uda. Teraz usiadłam tu chwilę, na wypadek gdyby Zosia nie chciała spać, ale pogryzła misia i jest cisza, chyba zasnęła szybciutko. Niech ona już będzie zdrowa! Strasznie się martwię :(

piątek, 16 maja 2008

Muszę odpukać w niemalowane drewno, splunąć trzy razy przez lewe ramię, sypnąć solą i nie wiem co tam jeszcze. Żeby nie zapeszyć. Nasze małżeństwo przechodzi ostatnio "drugą młodość", znów się chyba w sobie zakochujemy, jest tak dobrze, jak dawno nie było. Kocur doszedł do wniosku, że zrobił się strasznie leniwy (sam doszedł do takiego wniosku!) i zaczął się bardziej starać. Zaczął też znów o siebie dbać, bo starsznie się zapuścił ostatnio - codziennie teraz ćwiczy brzuszki, żeby zrzucić oponkę, goli się częściej. Podoba mi się ten mój mąż :)

W dodatku niespodziewanie wysoka wypłata z ostatniego miejsca pracy i nowa praca rozwiązały problem ze spłatą karty kredytowej (była zadłużona tak, że bardziej się nie dało) i na razie też rozwiązały nasze problemy finansowe. Wczoraj znowu szalałam na zakupach - Zosia miała swoje pierwsze imieniny, więc miałam pretekst do kolejnych zakupów. Miałam sobie coś kupić, coś tam kupiłam, ale jak zwykle to dla niej miałam pełne torby. Co ja poradzę, jak ubranka dla dzieci są takie piękne!! Kupiłyśmy więc spodenki (żółte, krótkie ogrodniczki z Minie na przedzie), sukienkę (śliczną, w biało - brązową kratkę), szlafroczek (najmniejszy szlafroczek jaki widziałam, mięciutki, różowy), komplet ogrodniczki, kapelusik i sandałki, pidżamkę (wyrosła już ze swoich poprzednich, nogawki kończą się jej gdzieś pod kolanami), kilka koszulek w różnych kolorach i cardigan w zabójczych kolorach z Benettona. Ech, będę ją stroić! :) Dzisiaj znów idziemy do centrum handlowego, ale tym razem odebrać zdjęcia (dałam do wywołania wreszcie, 90 sztuk na razie, koszt 11 Euro, więc nie jest drogo, zobaczymy jak jakość) i kupić coś do domu może. Na ten weekend nastawiamy się na grila, o ile pogoda się nie popsuje (odpukać!). Ale może uda mi się przekonać Kocura i odłożymy grila do następnego weekendu, a w niedzielę spełnimy moje marzenie :)

A teraz szybko pod prysznic, ubrać się, ogarnąć, zjeść śniadanie i na spacer z Zosią i Piper. A potem znowu zakupy, dziś już szybkie i żadnych ubranek! 

 
1 , 2