Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
środa, 31 marca 2010

Niepewnie, powoli i nieśmiało odradza się we mnie uczucie, którego dawno nie było... Przytłoczone codziennością, zmęczeniem, problemami. Kiedyś zakochiwałam się w nim ciagle od nowa. Często. Dawno już tego nie czułam. Ale chyba... znów...

 

piątek, 26 marca 2010

I stuknęło mi 31! :)

czwartek, 25 marca 2010

Nigdy nie zapomnę zapachu lasu latem. Lasu nad jeziorem. I tego podekscytowania, kiedy było sie już tuż tuż, prawie już nad jeziorem, i słychać było głosy, śmiechy, plusk wody, i czuć było ten specyficzny zapach czystego, mazurskiego jeziora. Ciepłe letnie wieczory, przed domem, albo na tarasie z tyłu domu. Lub jeszcze wcześniej, kiedy byłam małą dziewczynką - ognisko nad jeziorem, na obozie harcerskim. Mój dziadek przyjaźnił się z harcmistrzem, kiedy tylko obóz się rozbijał, dostawaliśmy zaproszenie na ognisko. Pierwsze z nich musiały być jeszcze w latach 80-tych, bo pamiętam śpiewanie "Zielona wrona" albo "Obława" cicho, po wcześniejszym sprawdzeniu okolicznych krzyaków, czy nikt się w nich nie czai. Harcerski chrzest? Wyganiano nas na "wysepkę", za krzaki, bo harcerze, dorosłe już przecież chłopaki prawie, musieli wykapać się nago w jeziorze. Troche udało się czasami podejrzeć! Powroty z tych ognisk, późno w nocy, ciemno, las pełen nieznanych trzasków, dźwięków. I ta ciemność, prawdziwa ciemność, w środku nocy, w środku lasu. Rodzice szli za nami, ale my (moje siostry i ja) i tak potwornie się bałyśmy.

Wiosna, topniejący śnieg, wróble skaczące dookoła i ćwierkające, że idzie ciepło. Pierwszy dzień wiosny. Moje pierwsze i jedyne chyba wagary! (Madziu, pamiętasz, jak potem linijka po łapkach odstałyśmy?) Pierwsze miłości, czasami tak głupie! I bieganie za chłopakiem wszędzie, ciągle i do upadłego, żeby pokazać mu jak bardzo mi się podoba. Jakie to idiotyczne było! Na szczęście dwie nas takie mądre było :) Przylaszczki i pierwiosnki zbierane w lesie, gdzieś na początku kwietnia, na imieninach babci. Zjeżdżała się wtedy cała rodzina, wszyscy lubiani i nie lubiani wujkowie, ciocie. Po obiedzie panowie zasiadali do kart, panie do ploteczek, a dzieci, których nie było wcale dużo, mogły sobie połazić. Las był 10 minut drogi od domu babci, więc spacer w sam raz. Nikt się wtedy nie bał pedofilów, porwań, zaginięć.

Zima i mróz szczypiący w policzki. Iglo ulepione na podwórku, zjeżdżanie na sankach po naszej ulicy, a potem gorąca herbata z cytryną. I czosnek, fuj! Oczekiwanie na święta, ubieranie choinki, pasterka. I kwiaty mrozu na szybie.

Przełom lata i jesieni, koniec sierpnia. Wieczory nie sa już wtedy takie ciepłe, szpaki zaczynaja paskudnie krakać, w powietrzu czuć już jesień. Zapach nowych książek do szkoły, okładanie zeszytów, zapach i sztywność nowego plecaka. Z niecierpliwością czekałam na wrzesień. (byłam wzorową uczennicą i dwa miesiące wakacji w zupełności mi wystarczały, lubiłam szkołę). Jesienią odgłos deszczu padającego na dach pod moim oknem. Uderzającego w szybę.

Tyle tych wspomnień z mojego małego, sennego miasteczka. Piękne dzieciństwo, pełne smaków, zapachów, dźwięków. I tak czasami sobie myślę, że moje dzieci nie będą tego znały. Niektórych osób, miejsc, rzeczy już nie ma. Na inne nie można już tak lekko pozwalać. Mieszkamy daleko stamtąd. I smutno mi. A potem myślę sobie, że one są odrębnymi jednostkami, ludźmi. Stworzą własne wspomnienia, beda miały swoje smaki i zapachy. Mam nadzieję, że ten najważniejszy, to będzie zapach ich domu.

Coś tam łapię, w końcu przez rok męczyłam, się z buzią w ciup i różnymi łamańcami języka. Nawet te kilka słów śpiewanych razem z Dalidą (choć spiewam też kiepsko) brzmi tak seksownie! Ghrrr... A głos Alain Delon, kolana miękną!

Proszę Państwa, oto piosenka o tym, żeby przestał tylko gadać i przynosić czekoladki ;)

"Paroles, paroles" Dalida i Alain Delon

 

Wróciłyśmy właśnie od S. Tyle razy już odwoływałam naszą wizytę, że w końcu trzeba było jechać, pomimo przeziębienia dziewczynek. Im się nie pogorszy, mam nadzieję, że S albo Janka nie zaraziły. Zosia od dwóch dni już chodziła radosna, że do Janka pojedziemy i do cioci, która ma "baby" w brzuszku. A dziś przypomniała sobie jeszcze, że tam są koty! Nieźle kojarzy mała :)
poniedziałek, 22 marca 2010

Uwielbiamy tańczyć do tej piosenki z Zosią - raz! dwa-trzy, raz! dwa-trzy. :)

Jeszcze niedawno zdecydowanie obstawaliśmy przy zatrudnieniu opiekunki do dziewczynek, kiedy wrócę do pracy. Do wczoraj właściwie. Teraz poważnie zastanawiamy się nad przedszkolem/żłobkiem, nawet dziś wstępnie zapisałam moje skarby. Skąd całe zamieszanie?
środa, 17 marca 2010
Dawno nie wrzucałam nowych zdjęć, kilka okazji przegapiłam. Dzisiaj kilka z sesji w pewien słoneczny poranek, w pokoju dziewczynek. Humory dopisywały, więc modelki się sprawdziły, a fotograf nie miał zbyt wiele pracy :)
poniedziałek, 15 marca 2010
Jestem spowrotem. Długo to nie potrwało, ta moja dobrowolna emigracja donikąd. Kilka dni wystarczyło, żebym nabrała trochę dystansu, poukładała sobie pewne sprawy w głowie i zatęskniła. Jestem więc.
niedziela, 14 marca 2010

Kurczę, jeszcze się trzymam (no, powiedzmy że na ten wpis przymykamy oko), ale potwornie, ale to strasznie potwornie ciągnie mnie do mojego bloga. Chciałam nowy założyć, to nie to samo. Nie pisać w ogóle nie potrafię. Formę zmienić?... No tak, ale dzieje się coś fajnego, a ja zastanawiam się już, jak to fajnie ująć w słowa i Wam opisać...

A teraz poproszę o głosy mówiące, że z tym nie-pisaniem to ściema była, że takie "wyłudzanie" komplementów albo zmiana tematu. I dobrze. Możecie sobie pogadać! I tak mam to w nosie!

Na razie jeszcze zastanowię się, poczekam kilka dni. Może przyjdzie mi jakiś pomysł do głowy, a może odstawienie bloga okaże się nie mniej trudne niż rzucenie palenia? :)

16:00, zaba791
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2