Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
poniedziałek, 29 grudnia 2008

Ktoś mi chyba życzył ciekawego życia, bo na nudę nie mogę narzekać... Dzisiaj rano, kiedy Kocur pojechał do pracy, a ja mogłam nacieszyć się ostatnim dniem przed powrotem do pracy, obudził mnie dzwonek. Rzadko udaje mi się jeszcze uśpić małą, jeśli obudzi się rano, więc tym bardziej nieprzyjemny to byl dźwięk... A kiedy zobaczyłam policjanta, wcale nie poczułam się lepiej... Pytał o Marcina, który wynajmuje u nas ten cholerny domek... Zgodnie z prawdą powiedziałam, że nie widziałam go już ze dwa dni, jego żona dzwoniła wczoraj zdenerwowana, bo nie mogła się do niego dodzwonić, a ja nie mam pojęcia co z nim. Wprawdzie wczoraj wydawało nam się, że był u siebie, bo światło było zapalone, ale Marcina nie widziałam, to mógł byc ktoś inny. Policja odwiedzała nas jeszcze kilka razy. Okazało się, że Marcin prowadził samochód pod wpływem alkoholu, zatrzymała go policja (garda, wcale nie do kotroli, ale urwał mu się tłumik i zaczepiał nim o asfalt), najpierw zatrzymali go na posterunku, a dziś już miał wstępną rozprawę w sądzie. Marcin podał im przy zatrzymaniu fałszywe nazwisko, a że nie miał dokumentów, trzymali go w areszcie. Nie będę opisywała wszystkich telefonów, poszukiwań itd., ale w końcu paszport został dowieziony przez jego znajomą w ostatniej chwili (inaczej zostałby w areszcie na kolejną noc), właściwa rozprawa za jakiś czas, a Marcin wrócił do domu. Głupota, bo trudno to inaczej nazwać, głupota dorosłego faceta i tyle. Przepraszał mnie, ale nerwów mi nie naprawi. Ech, szkoda gadać... Nie chcę widywać policajntów u swoich drzwi, to nie jest przyjemny widok, nawet jeśli pan policjant jest przystojny, jak w tym przypadku...

A potem telefon od Kocura, że Monika, nasza opiekunka do Zosi, spadła ze schodów z Olą... Ola ma złamaną kośc w stopie, ciężki gips na nodze i nie może chodzić. Nie wiem jeszcze jak rozwiążemy kwestię opieki nad Zosią jutro, bo ja niestety muszę (i naprawdę MUSZĘ) iść jutro do pracy. W styczniu pewnie pójdę na zwolnienie, bo potwornie boli mnie kręgosłup, ale teraz jeszcze przez kilka dni muszę być w pracy. Jest u nich mama Moniki, więc ona będzie mogła pomóc przy dziewczynkach, nie wiem jeszcze tylko czy zawieziemy Zosię do nich, czy one przyjadą do nas... I tak dobrze, że na tym tylko się skończyło, bo mogło im się stac coś poważniejszego... Pięknie im się kończy ten rok, nie ma co... Najpierw kłopoty z domem, który kupują (powinni już w nim mieszkać, a wprowadzą się dopiero po Nowym Roku), teraz to...

I jak na razie tylko nad omijają jakieś takie niespodzianki i odpukać!, niech tak pozostanie. Może nie bedę juz tyle narzekać i wymagać od życia, bo mamy naprawdę wiele...

niedziela, 28 grudnia 2008

Każde dziecko od początku ma jakiś swój charakter - jedno jest spokojne, inne niekoniecznie, radosne albo naburmuszone, płacze z byle powodu, albo nie płacze prawie w ogóle. Jak do tej pory Zosia była radosnym dzieckiem, które płakało tylko z konkretnego powodu - uderzyła się, coś ją bolało. Niestety, jak każde dziecko jest bardzo spostrzegawcza i szybko się uczy, nie zawsze tego, czego bym sobie życzyła...

Monika, opiekunka Zosi, urodziła Olę, ich drugą córeczkę, kiedy pierwsza miała chyba 13 lat. Duża różnica wieku, więc siłą rzeczy Ola jest trochę rozpieszczona. Nie mi oceniać metody wychowawcze ani wymądrzać się, dośc że po prostu przeraża mnie zachowanie małej... W sumie nie interesowałabym się tym tak bardzo, gdyby nie to, że właśnie Zosia się od niej uczy... Zaczyna się więc płacz - szantaż na wszystko, co jej się nie podoba, histeria, wymuszanie krzykiem, złość... Zdaję sobie sprawę, że na pewno część z tego Zosia pokazywałaby i bez nauki od drugiego dziecka, ale widzę podobieństwa w niektórych zachowaniach i bardzo mi się to nie podoba. Boję się też, że ciężko będzie mi ją tego oduczyć, bo to jednak Monika i Ola spędzają z Zosią więcej czasu, niż ja... Na histerię i krzyki staram się nie reagować, albo tłumaczyć spokojnie, że tak nie wolno, to nie działa na mnie. Jednak czy działa to na małą? Nie krytykuję Moniki, bo jestem zadowolona z jej opieki nad Zosią, mała ją po prostu uwielbia, nie wtrącam się też w jej metody wychowawczze jeśli chodzi o Olę, ale martwi mnie trochę, że moje radosne, grzeczne dziecko, staje się czasami diabełkiem, z całkiem dużymi różkami... Pocieszam się tylko tym, że za niewiele ponad 5 miesięcy znów będę w domu i będę wychowywała Zosię według własnego uznania. Nie będzie jednak łatwo z dwójką dzieci, jeśli różki Zosi jeszcze urosną...

Mój skarb stawia swoje pierwsze kroki. Nie są to już tylko pojedyncze kroczki w kierunku mamy albo taty, ale potrafi stanąć na środku pokoju, zastanowić się chwilę i ruszyć przed siebie. Ostatnio szła tak dopóty, dopóki nóżki jej się nie skończyły, czyli przeszła około 2 - 3 metrów. Kupiliśmy jej wczoraj pierwsze buciki. Czy buty dla dzieci muszą być takie drogie?? Takie to tycie, takie maleńkie, a cena jak za buty dla dorosłego... A przecież muszę jej kupić porządne buciki, zeby nie wykoslawić stópek. Producenci doskonale zdają sobie w tego sprawę...

A my powoli zastanawiamy się nad zmianami w pokoju Zosi, który za niecałe pół roku będzie musiał przyjąć jeszcze jednego lokatora... Na razie mam pomysł na białe meble i dużo kolorowych dodatków - poduszek, obrazków, kocyków, zabawek itd. Biel przełamana żywymi kolorami. Kocur stwierdził, że on sie nie włącza, bo ja i tak przecież zrobię po swojemu... Niezupełnie, jeśli pojedziemy po meble i on powie, że czegoś nie kupimy, to nie kupię przecież... Jak to sama przewiozę do domu, a potem wniosę na piętro?? Ze złożeniem jeszcze bym sobie poradziła, jakieś zdolności manualne w końcu mam... W każdym razie taki jest pomysł na dzisiaj, zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce...

Kiedy minęły te święta? Jak co roku, tyle się czeka na te kilka dni, tyle przygotowań, a potem nie wiadomo kiedy jest już styczeń... luty... A ja pojutrze do pracy :( Dobrze mi w domu, nie chcę nigdzie jechać rano... :(

14:37, zaba791 , Zosia
Link Komentarze (4) »
środa, 24 grudnia 2008

Życzę Wam, kochani, aby te Święta pełne były radości i spokoju, żeby każda chwila spędzona z najbliższymi zostawiła w Was ślad. Słodkiego obżarstwa i lenistwa, na które na pewno każdy z nas zasłużył. Pięknych prezentów pod choinką, nie ważne za ile PLN czy Euro.Ale przede wszystkim życzę Wam spokoju ducha, żebyście mogli w pełni cieszyć się tym pięknym okresem. :)

 

sobota, 20 grudnia 2008

Dom posprzątany, dzisiaj Kocur jeszcze pastował podłogi. Wprawdzie chciałam do świąt jeszcze zrobić to i owo (np. w kuchni), ale nie zamierzam zajeżdżać ani siebie, ani Kocura, bo zmęczeni nawet nie będziemy mieli siły się tym cieszyć. Do pracy jeszcze tylko w poniedziałek, a potem tydzień w domu, tydzień z Zosią, z Kocurem, tydzień odpoczynku. OJ, jak ja tego potrzebuję!

Zosia stawia swoje pierwsze kroki! Boi się jeszcze, więc mimo tego, że pięknie już utrzymuje równowagę, puszcza się tylko na 2-3 kroki i wpada prosto w moje ramiona ze śmiechem. Dzisiaj spędziłyśmy pół dnia na chodzeniu za rączkę, stawianiu samodzielnych kroków i przytulaniu się, bo straszna się z niej przylepa zrobiła :) Bawiła się w swoim pokoju i co chwila przychodziła do mnie, żeby się przytulić. Napatrzeć się na nią nie mogę, naprzytulać, nacałować... Jest rozkoszna! Obcy ludzie w sklepie komentują "Jakie śliczne dziecko!" :) A my pękamy z dumy :) Rośnie nam pociecha :)

A w Irlandii kryzys pełną gębą. Staram się o tym nie myśleć, nie psuć sobie nastroju, ale czasami się nie da... W piątek przyszedł do mnie mężczyzna, widać, że zdenerwowany, poprosił o anulowanie wszystkich płatności na swoim koncie. Zwolnili go z pracy. W piątek, kilka dni przed świętami. U nas w pracy też ludzie zaczynają przebąkiwać, że będą zwalniać, każdy ma swoją teorię. Ja pocieszam się tym, że najpierw zwolnią ludzi z najkrótszym stażem, a znam sporo osób, które pracują krócej, niż ja. Poza tym pewnie zaczną od centrali, bo w oddziałach mamy bezpośredni kontakr z klientem, co bezpośrednio przekłada się na pieniądze. Poza tym firma sporo już we mnie zainwestowała - studia, szkolenia, głupio byłoby to wszystko stracić. Nasz oddział należy do największych i przynoszących nawiększe zyski, więc również powinniśmy w jakimś stopniu być bezpieczni. I na sam koniec kobiety w ciąży przecież nie mogą zwolnić. Staram się więc nie martwić na zapas. Najważniejsze, że na razie mam pracę, że Kocur pracuje i możemy nawet odłożyć parę groszy. Będzie dobrze, przecież musi :)

Cicho, spokojnie tu... Zosia już śpi, Kocur przed komputerem na górze, ja na dole sama. Za oknem też cisza, nawet samochodów specjalnie nie słychać. W głośnikach "Kraina łagodności", uwielbiam te piosenki... "Niebo do wynajęcia" Roberta Kasprzyckiego, Jarosław Wasik "Nastroje", "Czarny blus o czwartej nad ranem" Starego Dobrego Małżeństwa, czy "Zegarmistrz światła" Tadeusza Woźniaka. Czasami lubię takie nastroje. Zosię staram się już od pierwszych dni edukować muzycznie, jak na razie z marnym skutkiem, bo jej ulubioną piosenką na razie jest ostatni przebój Dody... Rośnie nam tu mała piosenkarka i tancerka - czasami staje sobie, zaczyna coś nucić i tańczy do swojej muzyki :) Zaczęło się od kiwania się a'la Steve Wonder, ale teraz już przeosi ciężar ciała z nóżki na nóżkę.

Rozglądam się po naszym posprzątanym domku i tak sobie myślę, że całkiem fajny jest... Pewnie, że dużo mu jeszcze brakuje, sporo jeszcze pracy, czasu i pięniędzy będziemy musieli włożyć, żeby wyglądał tak, jak chcemy, ale jest już fajnie. Dobrze się tutaj czuję. To jest nasz Dom. Lubię go :) I tym radosnym akcentem kończę na dzisiaj i wracam do delektowania się "Krainą łagodności"... Bo "Nastroje" trzeba słochać w ciszy :) 

piątek, 12 grudnia 2008

Niedawno martwiłam się, że kiedy przyjdzie czas światecznych zakupów spożywczych, będziemy musieli stać w korkach, przebijać się do centrum miasta, tracić czas i nerwy. Chyba z okazji Mikołajek bardzo blisko nas, dosłownie 5 minut samochodem, otworzyli... polski sklep! Największy, jaki do tej pory widziałam, taki mini supermarket. Trzeba było dziś widzieć moją minę, kiedy do niego wpadłam... Rozglądałam się po półkach z rozdziawioną buzią, łapałam i wrzucałam do koszyka co tylko przypominało mi dobre, polskie smaki... W efekcie będę musiała pojechać jeszcze raz, tym razem z listą, starannie przygotowaną i przemyślaną :) Ale dzisiaj zaszalałam. Najbardziej cieszę się chyba ze słoiczków dla Zosi - tutaj nie ma takiego wyboru, a wśród produktów dostępnych w Polsce jest dużo takich, które nie zawierają składników, na które jest uczulone nasza mała. Kupiłam więc zupki, potrawki, z indyka, z królika, z wieprzowinki, z warzywkami,  z ryżem, deserki, przecierki... Oj, Zosia, będziesz teraz miała "niebo w gebie" :) Poznasz nowe smaczki.

W tym roku postanowiłam być przykładną żoną i matką i przygotować smaczną, bogatą w różnorodność potraw Wigilię. Menu mam już prawie opracowane... Ale to na razie tajemnica. W ten weekend chcę trochę zacząć - na pewno zajmę się pierogami i pierniczkami. Dzięki mojej mamie zupa grzybowa i pierogi z kapustą i grzybami będą smakowały jak powinny - dwie torebki suszonych grzybów powinny wystarczyć :)

Padam dziś na nos, bo Zosia obudziła się w nocy, tuż po tym jak ja zmrużyłam oczy i przez ponad dwie godziny nie mogłam jej uśpić. Coś jej dokuczało - albo katarek (znowu), albo ząbki, albo jedno i drugie. Kiedy po dłuuugiej batalii zamknęłam wreszcie oczy, zadzwonił budzik i trzeba było zrywać się do pracy... Spałam dziś 4 godziny, więc zaraz ląuję w łózku, żeby od samego rana zabrać się do pracy.

W pracy ciekawie, dużo się dzieje, rozwijam się, uczę, czuję, że mnie doceniają. Aż chce się tam co rano jechać! :) To ważne, bo spędzam tam większośc mojego czasu (pomijając godziny, kiedy śpię, oczywiście). Ale to temat na dłuższy wywód, nie dzisiaj.

Z Kocurem ostatnio... nie chcę go chwalić, bo zawsze wtedy on coś "odstawi". Wystarczy, że powiem o nim coś dobrego do kogoś, a on tego nie słyszy nawet, zaraz coś się popsuje. Ale od jakiegoś czasu jest między nami niemal tak, jak było na początku. Nie wiem skąd to się bierze, bo ja nie staram się bardziej niż zwykle, wydaje mi się, że to Kocur jakby złagodniał, lepiej znosi tę moją drugą ciążę :) Jest bardziej wyrozumiały na moje hormony, bardziej mi pomaga w domu, bardziej o mnie dba, jest czulszy... Żeby nie zapeszyć, na tym poprzestanę. Mam nadzieję, że nie wymyśli zaraz niczego, żeby zburzyć moją radość z nowegp - starego męża.

W piątek mieliśmy tzw. Christmas Party, ostatnia okazja dla mnie na kolejne kilka miesięcy, żeby się wystroić. Wykorzystałam ją więc, szczególnie, że brzuszka nie było w ogóle widać. A tu w weekend, jak mi nie wyskoczy! Jak nie napęcznieje! Widać już, że noszę  w sobie maleństwo :) To już w końcu 16ty tydzień się właśnie zaczyna :)

A teraz spaaaać!.... Kolorowych snów!

 

środa, 03 grudnia 2008

Kocur zrobił mi dziś niespodziankę; kilka dni temu kupił nowy komputer, a dzisiaj stary podłaczył mi na dole, do telewizora. Oznacza to tyle, że teraz będę mogła sobie spokojnie tutaj zaglądać wieczorem, bez przepychanek z nim :) Tak więc powinnam teraz częściej zaglądać do Waszych blogów i częściej pisać u siebie :)

Co u nas? Powolutku, jak to się mówi. Kryzys w Irlandii kwitnie i ma się dobrze. Problemy z pracą, coraz więcej Polaków wraca do Polski, coraz trudniej o pracę. Jedyny plus jest taki, że tanieją kredyty, w tym też nasz kredyt mieszkaniowy, co oznacza miesięczną oszczędność o jakieś 100 Euro jak na razie. Kocur pracuje. Zarejestrował własną dzialalność gospodarczą i robi jakieś wykończenia, na razie nie ma co narzekać. Niestety nie jest to nic na stałe, ale nie możemy narzekać, ważne, że coś się dzieje i zarabia. Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej. U mnie w pracy na razie spokój, chociaż ludzie zaczynają przebąkiwać o zwolnieniach, że niby mogą zacząc ciąć koszty, a więc zaczną zwalniać. Na razie jednak nie mówi się nic oficjalnie, żadnych zwolnień jeszcze też nie było. Ja się nie martwię na razie, bo po pierwsze pracuję w oddziale, więc jestem "front line" w kontaktach z klientami, nie sądzę, żeby ewentualne redukacje zaczęli od nas.  A poza tym kobiet w ciązy albo na macierzyńskim nie mogą zwolnić :) Będzie dobrze :)

Zosia? Zosia rosnie, rozwija się, jest coraz mądrzejsza i coraz śliczniejsza :) Nie możemy się na nią napatrzeć. Uwielbiam, kiedy woła "Mama!", kiedy daje buzi albo wtula się we mnie. Ciągle czymś zaskakuje, ciągle uczy się czegoś nowego. Niedawno nauczyła się pokazywać gdzie jest oko - gdzie lala ma oko, gdzie tata ma oko... Pokazywanie gdzie tata ma oko jest najfajniejesze, bo często oznacza to włożenie mu palca do oka :) Niestety ząbkuje, co oznacza nieprzespane noce... Chodzimy więc oboje jak zombie... Coż, takie są uroki macierzyństwa :)

Drugi dzidzuś, w brzuchu, ma się dobrze :) Wczoraj byłam na wizycie kontrolnej u lekarza ogólnego i słyszałam bicie malutkiego serduszka. Niesamowite wrażenie. To druga ciąża, ale przeżycie za każdym razem niewiarygodne :) Jestem już na początku czwartego miesiąca, a zupełnie jeszcze nic nie widać. Dwa dni temu kupiłam sobie sukienkę na Christmas Party (to już w piątek), rozmiar M i spokojnie się zmieściłam :) Póki jeszcze mogę, wskoczę w sukienkę i szpilki, niedługo mogę już nie mieć ani okazji, ani figury, żeby się "odstawić" :)

Myślałam, że uda mi się więcej napisać, ale padam na nos... położę się zaraz do łóżka, bo jutro kolejny cięzki dzień przede mną... Dobrej nocy wszystkim!