Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
piątek, 28 listopada 2008

Nie znam nikogo, kto tak cieszłyby się życiem, kto czerpałby z niego garściami, jak robiłeś to Ty. Prawdziwy gentelman, zawsze z kwiatami, zawsze z uśmiechem, nawet jeśli nie czułeś się najlepiej, uprzejmy. W pracy pamiętałeś imię każdego, nawet gdybyś nie widział go kilka lat. W życiu pomocny, serdeczny, ciepły. Dla swoich przyjaciół, do których nieskromnie się zaliczamy, zawsze miałeś czas, choć przecież Twój kalendarz na każdy tydzień był zapełniony bardziej, niż mój na najbliższy miesiąc... Dzwoniłeś "co u Was? jak praca K? jak Zosia?". Te wieczory, które spędzaliśmy w Twoim pięknym domu - miła atmosfera, ciekawa rozmowa, zapach, muzyka... Pamiętasz, jak rok temu siedzieliśmy na kanapach - Ty po jednej stronie, my naprzeciwko, w kominku trzaskało drewno, z aokem deszcz... Zacząłeś nas analizować, nas jako osoby i jako parę. Jak dobrze nas zdążyłeś poznać przez niecałe 3 lata! Ostatni raz widzieliśmy się miesiąc? dwa miesiące temu? Wróciłam już wtedy do pracy po urlopie macierzyńskim, opowiadałam Ci jak się odnajduję spowrotem w banku. Powiedziałam wtedy, że chyba narałam pewności siebie, a Ty powiedziałeś, że przecież jestem silna i pewna siebie i zawsze taka byłam... Chciałabym, żebyś mi to jeszcze powtórzył... Dzwoniłeś do mnie trzy tygodnie temu, pytałeś jak na swojej klawiaturze napisać "ł", żeby w projektowanych przez Ciebie kartkach świątecznych móc wpisać "Wesołych Świąt". We wtorek pewnie wstałeś rano jak zwykle, pełen siły, energii, w planach miałeś tyle spotkań, może lunch z kimś ważnym... Wsiadałeś do samochodu i nagle Twoje serce przestało pracować. Tak sobie myślę ( i dzięki temu jest mi też łatwiej), że nie chciałeś już dłużej żyć bez  swojej ukochanej żony, która odeszła kilka lat temu. Tęskniłeś za nią, widziałam to w Twoich oczach, słyszałam w każdym słowie, kiedy o niej opowiadałeś. Minęło przecież tylko kilka lat, byłeś młody (jak na wój wiek), silny, zdrowy, pełen energii, ciągłe podróże, pasje, nauka, ludzie.... Ale widocznie życie bez niej nie miało już tyle smaku... Na taką śmierć - szybką, bezbolesną, trzeba sobie zasłużyć.

Ian Howley zm. 25 listopada 2008

sobota, 01 listopada 2008

Nie będę się tłumaczyła, tak jakoś wyszło... znowu...

Co u nas? Po kolei... Zosia rośnie i coraz mądrzejsza. Pokazuje już paluszkiem na lampę, kiedy pytam "Gdzie jest lampa?", pokazuje na tatę, na psa i na piłkę ostatnio. Poza tym mówi "mama" :) To niesamowite uczucie usłyszeć "mama" z ust swojego dziecka... Trochę ostatnio marudna, bo ząbki idą, w dodatku te z tyłu (nie wiem czy trzonowce, czy kły), ale dzielnie to znosi. Uwielbiam, kiedy się we mnie wtula, albo kiedy z radości na mój widok macha rączkami i cała podskakuje. A taniec a'la Steve Wonder (kiwa się na boki) zostaje ciągle udoskonalany :) Skarb niesamowity, ta nasza córeczka. Z każdym dniem kochamy ją coraz mocniej, aż trudno czasem uwierzyć, że można tak bardzo kochać...

A drugie maleństwo? To już 9 tygodni. Za mną poranne mdłości, które trwały całe dnie (raz niestety również złapały mnie prawdziwe poranne mdłości), problemy z oddychaniem (w pierwszej ciązy miałam podobnie - przez kilka dni nie mogłam głeboko nabrać powietrza, co jest bardzo męczące), senność. Czuję się już znacznie lepiej, brzuszek mi jeszcze nie urósł, mam za to więcej energii. Tylko humory jakieś dziwne... Hormony, cholerka! Nie mogę się już doczekać zakupów dla malucha. To jeszcze kilka miesięcy, poza tym wiele rzeczy mamy jeszcze po Zośce, ale kilka rzeczy trzeba będzie kupić nowych. Szczególnie, jeśli to rzeczywiście będzie chłopiec. Uwielbiam zakupy dla bąbli :)

Kilka dni temu chyba pierwszy raz tak mocno, prawdziwie poczułam, że znów noszę w sobie życie. Czekałam w kolejce w szpitalu (najpierw wizyta u lekarza ogólnego, potem ze skeirowaniem do szpitala zarejestrować się), patrzyłam na ciężarne kobiety wokół mnie i przypomniałam sobie swoje uczucia, kiedy przychodziłam tam z Zosią w brzuchu. Teraz jest inaczej, inaczej czekamy na to dziecko, Zosia pochłania tyle energii i uwagi, że na razie mało jeszcze skupiamy się na tym drugim maleństwie. Ale to też zmieni się z czasem.

Kocur w pracy, więc mam Zosię i dom dla siebie, przynajmniej przez pół dnia :) Wstałyśmy już dawno oczywiście, bo mała nie lubi rano długo spać :) mama tak, ale to się już nie liczy :) Trzeba doprowadzić się do porządku i jakoś sensownie zacząć ten dzień. Szkoda, że tutaj nie obchodzi się święta zmarłych, brakuje mi tego nastroju zadumy, wyciszenia, wspomnień... tutuaj wczoraj był Halloween, poprzebierane dzieciaki chodziły po domach i zbierały słodycze, a potem przez pół nocy można było podziwiać sztuczne ognie. I tyle. I nawet z pogańskiego zwyczaju palenia ognia, żeby odpędzić duchy, został już tylko zwyczaj palenia śmieci i samochodów przez nastolatków (a czasami też dziwnych dorosłych), ot takie rozrabianie na wpół legalnie...