Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Kategorie: Wszystkie | Marysia | Muzyka | Zosia | Zosia i Marysia | inne | podróże | zdjęcia | życie
RSS
piątek, 29 stycznia 2010
Wróciliśmy prawie dwa tygodnie temu, a ja ciągle jeszcze się nie odnalazłam. Dobrze w domu, wyjazd był stanowczo za długi, ale jakoś ciężko mi wbić się w rutynę, w pozytywnym znaczeniu. Niby dziewczynki ładnie chodzą spać w ciągu dnia i wieczorem, niby nie mam więcej obowiązków niż zwykle, ale jakoś tak... Nawet na bloga niemam czasu.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Sporą część naszej podróży zaplanowaliśmy i zorganizowaliśmy przez internet. Może kiedyś też się tam wybierzecie, podaję więc kilka przydatnych adresów www.
niedziela, 24 stycznia 2010
Jeszcze nie napisałam o naszym długim pobycie w Polsce, a już kupiliśmy kolejne bilety. Inaczej nie można było - bilety kupione, więc na resztę pieniądze będą musiały się znaleźć. Tym razem w październiku wybierzemy się ... na Sardynię!
sobota, 23 stycznia 2010
Wyjazd w góry byłby pewnie mniej udany, gdyby nie ludzie, których tam spotkalismy. Tak się złożyło, pewnie za sprawą dobrze skierowanej reklamy pensjonatu, że obok nas zamieszkał Andrzej - ogrodnik z ... Dublina. Chwilę później przyjechały też Majka i Asia z rodzicami. Dziewczyny mieszkają na stałe w ... Londynie.
piątek, 22 stycznia 2010
Bukowina przywitała nas śniegiem. Właściwie to go tam przywieźliśmy. Zaczął sypać nad ranem, kiedy przesiadaliśmy się w Krakowie i sypał tak przez trzy dni. Robiło się coraz bardziej biało, miękko, cicho.
czwartek, 21 stycznia 2010
Podróż do Polski minęła gładko - sąsiad zawiózł nas na lotnisko, nie było specjalnie kolejek, zdążyliśmy jeszcze kupić sobie perfumy i już lecieliśmy. Przy starcie Zosia piszczała z radości - widać podobnie jak mama lubi ten moment, kiedy maszyna nabiera mocy i prędkości. Lot upłynął w miarę spokojnie, choć Zosia trochę marudziła i nie mogła się zdecydować czy woli siedzieć z tatą, czy z mamą.

Staramy się jakoś ogarnąć po powrocie. Przyzwyczaić do normalności (nie ma to jak we własnym domu!), posprzątać (od czterech dni piorę i piorę i końca nie widać - jak to możliwe? przecież w Polsce też prałam?), pozałatwiać sprawy formalne (zasiłek Kocura, moje rzeczy z pracy), odezwać do znajomych (jeszcze do kilku osób trzeba zadzwonić, z kilkoma się spotkać). Przepraszam więc, że nie piszę. Obiecuję, że jak tylko trochę dojdę do siebie, napiszę o naszym długim (za długim) wyjeździe, wrażeniach, dorzucę trochę zdjęć. Na razie ogarniam się!