|
Zosia, Marysia, Kocur, Piper i wszystko, co w życiu Żaby najważniejsze.
Blog > Komentarze do wpisu
Update.Jestem spowrotem. Długo to nie potrwało, ta moja dobrowolna emigracja donikąd. Kilka dni wystarczyło, żebym nabrała trochę dystansu, poukładała sobie pewne sprawy w głowie i zatęskniła. Jestem więc.
U nas katary, kaszle, wysypki, zmęczenie. Wiosna, panie władzo! Od kilku dni dziewczyny zakatarzone i kaszlące. Nie chodziłam na spacery, pomimo pięknej pogody, niewiele to dało. Poszłam na spacer, jeszcze gorzej. Dom wietrzę codziennie, na spacery jednak chodzimy, w końcu muszą jakoś odporności nabrać. Ubieram je dobrze, nie za grubo, żeby się nie zgrzały, nie za cienko, żeby nie zmarzły. Przy plus 10 i pięknym słoneczku aż chce się spacerować. Wczoraj, popołudniu dla odmiany, poszliśmy z Kocurem i dziewczynkami do parku i łaziliśmy ponad 1,5 godziny. Tak przyjemnie było! Cieplutko, słonecznie, bezwietrznie. A dziś katar jeszcze większy. Zrobiłam syrop cebulowo czosnkowy na miodzie. Wczoraj wieczorem ucieszyłam się, bo nie kaszlały po zaśnięciu. Nie nacieszyłam się zbyt długo, bo o 1 obudziła się Marysia i kaszlała do 3. Oczywiście nie mogła spać, a ja z nią. Zosia wstała tuż po 6 i w ten sposób mają dziś matkę - zombie. Do tego Zosia ma wysypkę. Nic nowego, z jej skazą białkową i uczuleniem na jajko, wysypuje ją co jakiś czas i po chwili znika. Takie uroki alergii. Ale to jest dziwne - na twarzy pojawiają jej się nagle czerwone plamy i po chwili, ale dosłownie chwili, znikają, że pojawić się w troszkę innym miejscu, też na twarzy za kilka minut. Do tego boli brzuszek. Poobserwuję do jutra i jeśli nic się nie zmieni, jedziemy do naszej pani doktor. Ech. W weekend przyjeżdżają M. i S. z synkiem. Rewizyta po naszym weekendzie u nich dwa tygodnie temu. Planuję już co zrobię na obiad, na kolację i śniadanie następnego dnia. Ostatnio wyżywam się właśnie kulinarnie, więc nauczyłam się kilku fantastycznych rzeczy, którymi się pochwalę. Na obiad na razie mam pomysł na zupe - krem z pomidorów oraz makaron (spaghetti? tagiatelle? penne?) w sosie szpinakowym z ricottą (ostatnio jak ugotowałam to na obiad i Kocur zasiadł do jedzenia po pracy, zjadł swoją i moją porcję , które miały być na dwa dni... Chyba mu smakowało :) Na kolację nie mam jescze pomysłu. Śniadanie natomiast to albo świeży chlebek, albo jeśli dam radę świeżę, prosto z pieca bułeczki. Maślane? I jajka na miękkow. I jakies tam warzywka, wędlina, ser. Nie mogę się doczekać tego weekendu. Cieszę się, że M. i S. tak chętnie się zgodzili, bo to chyba znak, że i im podobalo się nasze ostatnie spotkanie. A'propos wyżywania się w kuchni. Gotuję, piekę, smażę, griluję. To ostatnio moja ucieczka od codzienności. Zdecydowanie nie jestem kobietą stworzoną do poświęcenia się tylko i wyłącznie rodzinie. Wariuję. Cieszę się, że niedługo wracam do pracy, do ludzi. Podziwiam kobiety, które decydują się na zajmowanie się "tylko" domem i dziećmi, a jeszcze bardziej podziwiam te, które to robią, bo nie mają wyjścia, a mimo to robia to z sercem. Niestety (chociaż dlaczego "niestety"?) ja do takowych nie należę. Owszem, kocham moje dziewczynki, uwielbiam spędzać z nimi czas, lubię dbac o nasz dom, ale to i tylko to, to dla mnie za mało. Potrzebuję mojej pracy, potrzebuję rozwijać się zawodowo, uczyć się, spotykać ludzi. W tym się spełniam i jestem wtedy szczęśliwsza. Na razie wracam na 3 dni w tygodniu, przejście będzie więc łagodne i dla dziewczynek, i dla mnie. A później? Ale to dopiero za pół roku! W każdym razie nie moge się doczekać powrotu do pracy, mimo wszystko. Spać czy nie spać, oto jest pytanie! Małe potworki śpią, mogłabym i ja zmrużyć oko... Z drugiej strony tyle ciekawych rzeczy mogę przeczytać, obejrzeć... Ach! Jeszcze jedna sprawa! To jest dopiero news! Do mojego Kocura odezwała się nagle jego była (Kasiu, Ty wiesz o kogo chodzi :) z prośbą, żeby pomógł jej"ze względu na stare czasy" . W czym? Otóż była postanowiła wyjechać z Polski, z różnych powodów, i zamieszkać w Irlandii. Cudownie! Powitam ją z otwartymi rękoma! Pomoc Kocura miałaby się sprowadzić do znalezienia pracy (fajnie, sobie ma problemy znaleźć) i mieszkania (może u nas się zatrzyma? będę jej gotowała, piekła, sprzątała, mogę jej nawet ubrania razem z naszymi prać...). Kocur generalnie po tym, jak pozbierał szczękę z podłogi, stara się byłą odwieźć od tego pomysłu. Nie dlatego, żeby jakoś specjalnie nie chciał jej tak blisko (nie sądzę też, żeby chciał), ale zdroworozsądkowo - tutaj jest kryzys, pracy nie ma, nawet na zmywaku. Teraz nie jest to więc najlepszy pomysł. Sprawa na razie przycichła, ciekawa jestem, czy była ponowi atak. Nie wiem co ona sobie pomyslała. Może uważa, że Kocur i ja jesteśmy jej coś winni, bo to częściowo przeze mnie rozpadł się ich związek. Kocur poznał mnie, kiedy tamto się już podobo sypało i przyspieszyło to koniec ich związku. Nie lubi mnie, całkiem zrozumiale, więc przyjeżdżać tutaj? Ciekawy pomysł... I to tyle, jesli chodzi o wydarzenia ostatniego tygodnia. Te najważniejsze, w moim subiektywnym odczuciu. poniedziałek, 15 marca 2010, zaba791
Komentarze
katarzynalosiak
2010/03/15 20:23:14
Aga szczęka mi opadła !!! Jestem w szoku ale to na gg Ci napisze:)
2010/03/15 20:56:12
hehe - byłe naszych aktualnych miewają czasem niezwykłe przebłyski :D:D:D
nie wiem tylko - czego :D:D:D 2010/03/15 21:31:46
Nie znam sytuacji, ale to wcale nie musi być tak że ona chce koniecznie do Twojego męża. Może przed czymś ucieka, może nie układa jej się w Polsce i myśli że w Irlandii wszystko będzie lepiej.
Fajnie że znowu piszesz :) 2010/03/15 21:56:25
Kasiu, ja potraktowałam to śmiechem, ale... trochę mnie też to ruszyło. Buziaki dla dziewczynek!
2010/03/15 21:57:44
Ukryta, delikatnie mówiąc ciekawe pomysły im do głowy przychodzą :D :D :D
2010/03/15 22:02:13
Nudniejszy, ja wcale nie twierdzę, że ona ostrzy sobie pazurki na mojego męża. Jest dokładnie tak, jak powiedziałeś: chce uciec z Polski, nie układa jej się tam zawodowo, prywatnie, pomyślała więc o Irlandii. Tak pisała (mąż sam mi pokazał ich korespondencję, nie upominałam się :). Jednak ja nie wyobrażam sobie nagle odezwać się do któregoś z moich byłych, który ułożył sobie życie, ma rodzinę i poprosić o taką pomoc. To mnie zaskoczyło.
Jest jeszcze opcja, że jak byliśmy ostatnio w Polsce i mąż miał "night out", to wypił za dużo, zaczął opowiadać jaką to ma straszną żonę - heterę, ktoś jej powtórzył, a w niej uczucie nie umarło przez ponad 5 lat i teraz wyczuła swoją szansę... ;) he he he, żartuję oczywiście :) Miło mi bardzo, że się cieszysz :) Pozdrawiam! 2010/03/15 22:34:49
No, Żabo! Witam Cię po "dalekiej podróży". :-))) Cieszę się, że piszesz.
2010/03/16 00:09:28
Jak dobrze, ze wrocilas! Nigdy wiecej tego nie rob, tzn. nie uciekaj;-) Pozdrawiam serdecznie:)
2010/03/16 14:34:08
Skoro jednak piszesz nadal, to ja sie postanawiam ujawnic :)
Czytam Cie juz dosc dlugo (z dwa lata), i choc czesto mam odmienne zdanie niz Ty, to i tak czytac lubie. Pozdrawiam :) 2010/03/16 15:56:21
Witaj!:)))
Teraz to ja mam kryzys i brak checi do pisania bloga; przeczekamy i to. Sciskam mocno!:) 2010/03/16 16:45:23
Agatko, dziekuję :) I dzięki, że znalazłaś chwilkę, żeby zajrzeć :) Uściskaj swoje maleństwa, tę malutką szczególnie :)
2010/03/16 16:46:06
Narcolepsy, miło mi bardzo. Szczególnie, jeśli czytasz mimo, że się nie zgadzasz czasami :) Odezwij się czasem, ciekawa jestem odmiennych opinii :) Pozdarwiam!
2010/03/16 16:46:36
Agusiu, cieszę się, że zajrzałaś. Tym bardziej, że teraz u Ciebei zniżka. Ściskam mocno! Jutro będzie lepszy dzień :)
|
|