Zosia, Marysia, Kocur, Piper i wszystko, co w życiu Żaby najważniejsze.
Blog > Komentarze do wpisu

Jestem dumna.

Wiadomo, to są moje córy, więc nie jestem obiektywna. Ale ten weekend minął nam pod znakiem różnych odwiedzin i obserwowałam moje dzieci w różnych sytuacjach, w różnych miejscach. Jestem z nich dumna, wprost pękam z dumy, szczególnie jeśli chodzi o Zośkę.

To już duża panna, za dwa miesiące dwa latka skończy. Chodząca słodycz. Pomimo tego, że nie chodzi do złobka i swój dzień codzienny spędza z rodzicami i siostrą, nie "zdziczała", wręcz przeciwnie. Sytuacja pierwsza: sobotnie popołudnie.

Pojechaliśmy odwiedzić moją koleżankę z pracy, która urodziła synka miesiąc po tym, jak na świat przyszła Marysia. To była nasza pierwsza wizyta w ich domu, przy okazji też oni zajmą się Piper podczas naszego wyjazdu. Nowy dom, nowe twarze, nowe "baby", jak mówi Zosia. I ta moja córeczka, o którą baliśmy się, że będzie zazdrosna o siostrę, jest po prostu cudowna! Zaraz po wejściu pokazała mi, żebym posadziła Manię w bujaczku, pozbierała wszystkie zabawki w zasięgu ręki i przyniosła siostrzyczce. Rozczuliła mnie zupełnie, kiedy te dwa małe szkraby siedziały naprzeciwko siebie na podłodze, a ona usiadła pomiędzy nimi i zaczęła ich głaskać po głowkach, całować, przytulać. A wszystko tak delikatnie, tak czule. Łezka mi się zakręciła, że takie kochane dziecko mamy.

Dziś koło południa pojechaliśmy do drugiej koleżanki z pracy, której Juleczka ma 3 tygodnie. Znów nowe miejsce, nowe baby, ale też starszy brat baby, Eryczek. Eryczek ma chyba 4 lata i na początku trochę ignorował Zosię. W końcu to dziewczyna i do tego młodsza! Ale Zosia tak skutecznie go do siebie przekonywała paluszkami i ciastkami, że zaczęli bawić się razem. Kiedy pojawiło się jeszcze więcej gości i zrobiło się głośno, ona w ogóle się nie przejęła, nie straciła rezonu, zajęła się sobą i Erykiem i była bardzo grzeczna.

Popołudniu pojechaliśmy do Eweliny i Piotrka, Ewelina ma termin porodu na koniec stycznia (tak, wiem, wszyscy nasi znajomi albo dopiero co urodzili, albo będą rodzić :). Zosia rozpoznaje ich już od razu, bo ostatnio dosyć często się widywaliśmy. Nie było więc żadnego udawanego wstydu czy nieśmiałości, od razu się rozbrykała, ale w granicach dobrych manier. Piotra okręciła sobie wokół małego paluszka, wystarczyło, że przytuliła się do niego raz i raz wdrapała mu się na kolana.

Jest bardzo kontaktowa, otwarta i radosna. Nie można od niej oczu oderwać, nie można nią wzroku nacieszyć. Pociecha taka kochana. Do tego naprawdę grzecznie się zachowuje, patrzy co by tu zbroić, ale wszystko jakoś tak... rozsądnie.

Z kolei Marysia od kilku dni zaczęła sobie pokrzykiwać. Siedzi na tym swoim dużym tyłeczku, sięga po zabawki i śmieje się w głos, krzyczy radośnie. Na moim biodrze aż podskakuje z radości, macha rączkami i nóżkami. Jest takim małym (no,  nie takim małym w sumie... między Zosia i Marysią jest tylko... 2 kg różńcy!) promyczkiem, niesamowicie radosna. A najnowsza ulubiona zabawa, która doprowadza ją do spazmatycznego niemal śmiechu, to stukanie plastikową butelką w głowę - odkryła to Zosia, kiedy tak ją popukała, delikatnie oczywiście. Jeszcze nie widziałam, żeby Mania śmiała się aż tak.

To szczęście mieć takie zdrowe, mądre, radosne i śliczne dzieci. To wielkie szczęście.

niedziela, 29 listopada 2009, zaba791

Komentarze
2009/11/29 23:00:35
Córeczki macie prześliczne:)
A Zosia to juz duża panienka!
Bardzo podobała się moim dziewczyną rozmowa podczas ktorej się widziały fakt krótka ale potem słyszalam "Mamo zadzwoń do Zosi i cioci Agnieszki"
Pozdrawiamy
-
2009/11/29 23:22:39
Dziękuję :) Mi też się podobają ;)
Musimy częściej porozmawiać w takim razie :) A niedługo dziewczyny same będą rozmawiały :)
Całusy dla dziewczynek! :)
-
2009/11/29 23:44:20
:)) największe szczęście. cudne są :))
Aguś a jak Ci poszło z tym odstawianiem od piersi? psychicznie ciężko było?...
ja też o tym powoli myślę, ale trochę się boję. i reakcji Lidki i że mi będzie ciężko ;)
to już nie będzie mój mały "ssaczek" a nie wiadomo kiedy nowy się pojawi...
i super, że będziecie wreszcie na święta w Polsce :)) zasłużyliście!
-
2009/11/30 09:51:40
Izko, ciężko mi było, smutno i wyrzuty sumienia trochę miałam. Za każdym razem mała znosiła to lepiej niż ja. Ale karmię butelką w podobnej pozycji, przytulamy się do siebie, więc mam jakąś namiastkę. Po jakimś czasie uroki normalnego jedzenia i możliwość wypicia kieliszka wina trochę osładzają to przykre rozstanie :) Ściskam i całuję Was kobietki!