Nie ma to jak zaczynac od poczatku, z niezlym bagazem doswiadczen!
Blog > Komentarze do wpisu

Zabawa w dom.

Jak każda mała dziewczynka (nie każda?) bawiłam się w dom. Miałam lalki - dzieci, wyimaginowanego męża, jakąś zastawę, inne rekwizyty albo samą wyobraźnię (od zawsze bujną ;). Czasami jeszcze mam wrażenie, że to nadal zabawa...

Pobudka około 7 rano, bo tak wstaje Zosia. Kocur robi jej butlę, ja jeszcze przysypiam, albo karmię Marysię. Marysia zasypia na trochę jeszcze, więc ja ubieram Zosię, myjemy ząbki, a potem sama wskakuję pod szybki prysznic. Przeważnie zaraz potem budzi się Marysia, więc ubieram Marysię i pakujemy się na dół. Śniadanie, czasami trzeba pilnować Zosię, żeby zjadła, czasami sama pięknie wcina. Kaaaawa! W tzw. międzyczasie wieszanie prania (co to się porobiło, ostatnio piorę prawie codziennie!), opróżnienie zmywarki, posprzątanie po śniadaniu. Spacer. Na spacerze pilnowanie Zosi, karne wsadzanie do wózka na chwilę, jeśli pomimo jej kiwania paluszkiem "nie! nie! nie!', czyli "wiem, że nie mogę mamie uciekać na trawę, bo mama ma jeszcze wózek", postanowi jednak sprawdzić moją cierpliwość i stanowczość. Spacer godzinka - dwie. Wracamy do domu, nie wiem kto bardziej zmęczony, Zosia, pies czy ja, Zosia grzecznie wdrapuje się po schodach na górę i pakuje do łóżeczka, po czym po lekturze jedenj z wielu książeczek zasypia. Jeśli mam szczęście i Marysia nadal śpi, to mam wreszcie chwilę spokoju... Jak teraz. Druga kawa, coś do kawy, coś poczytać, obejrzeć, posłuchać muzyki... Nie wiem ile potrwa ta sielanka, bo Marysia od dwóch dni jakoś dziwnie reaguje na sen - w ciągu dnia zasypia na bardzo krótkie drzemki, a każda próba włożenia jej do wózka to bardzo głośny protest. Kolejny skok rozwojowy? Tak szybko? W każdym razie robię to wszystko, mam swój rytm, porządek dnia i dobrze mi z tym. I czasami pomyślę sobie: te dzieci, to moje! To ja je wychowuję, dbam o nie. Nauczę ich dobrych i mam nadzieję tylko dobrych rzeczy. A z takich bardziej błahych rzeczy, to ja decyduję w co je ubiorę, jak uczeszę (tzn. jeszcze nie, bo Zosi włosy jak na złość nie chcą rosnąć...). A potem: to ja mogę zmienić kolor ścian na jaki będzie mi się podobało, bo to nasz dom. To ja decyduję o której chodzę spać (niestety ze wstawaniem nie jest już tak łatwo...), jak spędzimy wolny czas. Czasami wydaje mi się, że nadal jestem dziewczynką i wiszą nade mną te wszystkie nakazy i zakazy rodziców (muszę przyznać, że całą naszą trójkę, ale mnie jako najstarszą najbardziej, trzymali krótko). A potem dociera do mnie, że jestem już dorosła, dojrzała, że mam swoją rodzinę, swój dom i to nie jest już zabawa... I nie przeraża mnie to, wręcz przeciwnie. Dobrze mi z tym...

Miłego dnia! Idę dalej rozkoszować się chwilą spokoju. Choć i tak muszę za chwilę trochę posprzątać.    

piątek, 25 września 2009, zaba791

Polecane wpisy

  • Jak by to napisać?...

    Pewnie zadziwię Was wpisem po tak długim milczeniu. Ale tak na chwilkę postanowiłam zajrzeć na znajome blogi, więc przy okazji i ode mnie parę słów. Decyzja pod

  • No dobrze, napiszę więc parę słów.

    Ja po prostu nei mam czasu! Rano biegiem prysznic, kawa, bajgel z miodem, makijaż (5 minut) i chociaz chwila z dziewczynkami. Potem do pracy. W pracy ostatnio n

  • Polskie zagłębie w chińskiej dzielnicy w irlandzkim Dublinie.

    Sprzedaliśmy samochód! Szkoda trochę było, ale siła wyższa. Dzięki temu pojawiły się pieniądze, które mogliśmy tak po prostu wydać. Wybraliśmy się więc do centr

Komentarze
2009/09/26 19:45:41
Chyb każda z Nas się tak bawiła:)
A teraz większość ma prawdziwy dom a zamiast lalek ma śliczne małe brzdące:)
Pozdrawiam
-
2009/09/28 14:26:34
Jak dobrze powspominac czas, gdy moje coreczki byly takie malenkie, dziekuje Zabo za ten wpis, ktory przyniosl wspomnienia:)
Usciski.