|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Oczyszczenie.Wiedziałam, że w końcu przyjdzie. Ostatnie miesiące stresów nam nie szczędziły, plus zmęczenie codziennymi obowiązkami, plus niezbyt dobra atmosfera między Kocurem i mną. Migrena. Przyszła w nocy, obudziła bólem, umierałam cały wczorajszy dzień. Ale to dobry znak.
To znak, że pękła we mnie tama, która blokowała tę słabą część mojej psychiki. Ciągle musiałam być silna, przeć do przodu, dźwigać wszystko czasami za nas dwoje. I wreszcie pozwoliłam sobie na słabość, na wyciągnięcie ręki o pomoc. I pomoc dostałam. I poczułam się słaba, bardzo tego potrzebowałam. Ta migrena przyniosła oczyszczenie, każda minuta bólu, boląca głowa, oczy, kark, plecy, wszystko chyba przechodziło przez bolesny etap odnowy. A dziś pospałam do 9 rano. Marysia całą noc, do rana, spała w swoim łóżeczki - karmiłam ją ledwo przytomna w bujanym fotelu (to najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam, sprawdza się już przy drugim dziecku), odkładałam do łóżeczka i szłam do naszego łóżka. Naszego odzyskanego łóżka, całego naszego. I przytulałam się do Kocura. Rano Zosia przywędrowała do mnie, lekko zdziwiona, że nie ma siostry. Kocur wychodził właśnie do pracy, ale zrobił jej jeszcze butlę, wypiła i jak aniołek poszła jeszcze spać. W naszym łóżku, ale co tam! Obudziła mnie siostra telefonem, ale była już 9! Ech, słodki poranek :) Teraz małe śpią w swoich łóżeczkach, a ja korzystam z chwili wolności. Kawka (pierwsza, z samego rana, jest na obudzenie, ta druga już dla przyjemności raczej), cos słodkiego (ciągle obiecuję sobie, że zupełnie odstawię słodycze i zrzucę w końcu te nadprogramowe kilogramy...), coś do poczytania. Może zmobilizuję się i odkurzę i pouczę się trochę? ... Pogoda za oknem sprzyja lienistwu - szaro, buro, mokro. Wczoraj pojechaliśmy do "Go lods go!", takiego raju dla dzieci pod dachem :) maty, zjeżdżalnie, labirynty, przeszkody, wspianie się, piłeczki, co tylko można sobie zamarzyć. Zosia, choć teoretycznie za mała na takie zabawy (napis głosił, że dla dzieci od 3 lat, ale w części wyznaczonej dla dzieci w jej wieku, potwornie się nudziła), wyszalała się. A tata się zmęczył :) I tylko Marysia nie była szczęśliwa, bo za głośno tam dla niej. Trzeba będzie pomyśleć o czymś do uszu dla Marysi, kiedy pojedziemy tam następnym razem, moze za tydzień. Miejsce tym bardziej fajne, że dla rodziców jest mała kafejka, stoliki, można sobie usiąść, puścić pociechę (oczywiście starszą niż Zosia, jej samej jeszcze nie puszczamy), a samemu albo porozmawiać, albo poczytać. Świetne miejsce! I całkiem niedrogie, płaci się tylko za dziecko :) To był dobry weekend. Oczyszczający. poniedziałek, 31 sierpnia 2009, zaba791
Komentarze
sad.a.5
2009/09/04 12:33:27
Taki weekend byl Wam bardzo potrzebny!:)
|